Piotr powiedział do Jezusa: «Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?». Jezus zaś rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach i będziecie sądzić dwanaście pokoleń Izraela. I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy».

 

Ora et labora (módl się i pracuj) – to krótkie zdanie było dewizą życiową św. Benedykta, założyciela zakonu benedyktynów. Formuła benedyktyńska głosi, że: „bezczynność jest wrogiem duszy. Dlatego też bracia muszą się zajmować w określonych godzinach pracą fizyczną i również w określonych godzinach czytaniem duchownym”. 

Jezus zachęca swoich uczniów do gorliwej pracy już tu, na ziemi, pracy, którą Bóg wyznaczył  każdemu na drodze powołania. Nie ma co liczyć na jakieś nagrody i pochwały za życia. Dopiero, gdy nastąpi koniec, Bóg zasiądzie na swym tronie i „wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach”. Bycie dla Boga i dla drugiego człowieka, świadcząc na jego rzecz swoją pracę, jest właściwą ścieżką prowadzącą ku świętości.

Emanuel Maria Heufelder OSB w książce pt. „Rozległość serca” (medytacje poświęcone aktualnym i wartościowym aspektom duchowości benedyktyńskiej) zapisał: „Dla Benedykta nie było rozdźwięku między służbą Bogu i służbą ludziom. Nie widział żadnego przeciwieństwa między bezpośrednim obcowaniem z Bogiem a troską o ziemskie potrzeby. Praca ręczna była dla niego obok chwały Bożej i duchowej lektury istotnym składnikiem w życiu jego mnichów”. Zatem – ora et labora!