Jezus opowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni się modlić i nie ustawać: «W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: „Obroń mnie przed moim przeciwnikiem!” Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: „Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie nachodziła mnie bez końca i nie zadręczała mnie”». I Pan dodał: «Słuchajcie, co mówi ten niesprawiedliwy sędzia. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?»

 

Pewien ojciec obserwował swojego 6-letniego syna, jak ten próbował unieść ciężki wazon z kwiatami. Maluch wysilał się, sapał, mruczał coś pod nosem, nie udało mu się jed­nak przesunąć wa­zonu nawet o centymetr. W końcu powiedział: głupi wazon i głupie kwiatki. Zre­zygnował i się poddał.

– Czy spróbowałeś już wszystkich możliwości? – zapytał ojciec.

– Tak – odparł chłopiec.

– Nie wszystkich – powiedział tato – nie poprosiłeś mnie o pomoc.

Ta historia z sześciolatkiem to tak trochę o nas. Każdy z nas na swój sposób wysila się w życiu. Szukamy różnych rozwiązań, sposobów – jak nie drzwiami, to przez okno. Wszystko po to, żeby tylko osiągnąć zamierzony cel. I nie ma w tym nic złego. To tylko świadczy o naszej kreatywności, zaradności, takiej czy innej pomysłowości. Jednak dziś liturgia słowa zachęca nas do odwrócenia kolejności. Zanim zaczniesz coś robić, powiedz najpierw o tym Bogu. Nie na końcu. My często robimy tak jak ten 6-latek. Robimy coś, robimy, nie idzie nam to. Może niektórym z nas właśnie wtedy włączy się westchnienie: Bożżeeee!!!

Pewien ksiądz odwiedził drużynę piłkarzy przed meczem.

– Będę się modlił o wasze zwycięstwo – zapewnił.

– Nie trzeba – odpowiedział kapitan drużyny. – Jeśli Bóg chce naszego zwycięstwa, modlitwa jest niepotrzebna, a jeśli przegranej – daremna.

– W takim razie wyślijcie na boisko połowę drużyny – odpowiedział ksiądz. – Jeśli Bóg chce waszego zwycięstwa, dadzą sobie radę z przeciwnikiem, a jeśli przeznaczył wam klęskę – nie poradzi na to nawet pełny, najlepszy skład.

Zobaczmy dzisiejsze pierwsze czytanie: Amalekici zaatakowali Izraelitów. Co robi Mojżesz? Mojżesz się modli od rana do wieczora. Trzecie czytanie, czyli Ewangelia, zachęca nas: zawsze powinniśmy się modlić i nie ustawać.

Jan Paweł II (dziś Dzień Papieski) był bez wątpienia człowiekiem modlitwy. On właśnie zaczynał dzień od poproszenia Boga o pomoc. Większość z nas pamięta go zatopionego w modlitwie, czy to w katedrze wawelskiej, gdy odmawiał brewiarz, czy na Jasnej Górze i w wielu innych miejscach. Był dla nas tym, który nas porywał do wiary. Dziś, po 17 latach od jego śmierci, zdaje się pytać nas słowami z dzisiejszej Ewangelii: Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?