Wy zatem tak się módlcie: Ojcze nasz, który jesteś w niebie, niech się święci Twoje imię! Niech przyjdzie Twoje królestwo; niech Twoja wola się spełnia na ziemi, tak jak w niebie. Naszego chleba powszedniego daj nam dzisiaj; i przebacz nam nasze winy, tak jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili; i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zachowaj od złego. Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, Ojciec wasz nie przebaczy wam także waszych przewinień".

 

Modlitwa „Ojcze nasz” jest obok „Zdrowaś Maryjo” najczęściej przez nas używaną modlitwą. W dzieciństwie nauczyliśmy się jej na pamięć, zatem korzystamy z tego tekstu przy wielu okazjach. Warto jednak zadać sobie pytanie, czy wiemy, o co prosimy? I czy coraz bardziej świadomie wypowiadamy słowa tej tak cennej modlitwy?

Od jakiegoś czasu korzysta się z modlitwy „Ojcze nasz”, by łączyć wyznawców chrześcijańskich, a także ludzi wielu religii. Dał temu mocny sygnał św. Jan Paweł II, który we wspólnocie przywódców religijnych modlił się w Asyżu o pokój na świecie. Ten pokój, który jest owocem przebaczenia. Jedność nie oznacza jednakowości. A przebaczenie ma prowadzić do wspólnej odpowiedzi Bogu na Jego działanie w świecie, czyli na miłość.