Gdy raz Jezus modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich z zapytaniem: «Za kogo uważają Mnie tłumy?». Oni odpowiedzieli: «Za Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał». Zapytał ich: «A wy za kogo Mnie uważacie?». Piotr odpowiedział: «Za Mesjasza Bożego». Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili. I dodał: «Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; zostanie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie».

 

Pan Jezus często się modlił do swojego Ojca. W dzisiejszym fragmencie Ewangelii również spotykamy Go, jak z Nim rozmawia. Ale czy zwróciliście uwagę, jak to zazwyczaj robił? Czy było to może w miejscu uczęszczanym lub w świątyni, aby inni ludzie widzieli, że jest gorliwym wyznawcą Boga? 

Pan Jezus wie, że nic tak nie pomaga modlitwie jak cisza i odosobnienie. Pokazuje nam, abyśmy my też tak rozmawiali z naszym Ojcem. Tylko wtedy, gdy nic nas nie będzie rozpraszać, możemy się skupić na modlitwie. Dziś zastanów się i pomyśl, jak zaczyna się Twój dzień – czy sięgasz od razu po telefon, czy może klękasz i znajdujesz choć chwilę na to, aby poprosić Boga, by błogosławił Ci w całym dniu?