Jezus powiedział do swoich uczniów: «Nie każdy, kto mówi Mi: „Panie, Panie!”, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały rzeki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały rzeki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. i runął, a upadek jego był wielki».

 

W Liście do Rzymian św. Paweł głosi, że „wiara rodzi się ze słuchania” i jest to niewątpliwie prawda. Jednak w dzisiejszej Ewangelii Jezus proponuje pójść krok dalej – nie tylko słów słuchać, ale i je wypełniać. 

Dobrze znany nam fragment. Ślubny klasyk, wielokrotnie słyszany. I jak z każdym tak dobrze znanym fragmentem mam ten sama problem – jak go „zaktualizować” tak, żeby pasował do mojego życia? Do tego, co teraz przeżywam, co obserwuję, w czym uczestniczę? Dziś ta Ewangelia stawia mi pytania o moje fundamenty. Co jest podstawą mojego życia? Na czym buduję, zwłaszcza moje życie religijne? Mogę wznosić piękne budynki, wielkie gmachy ozdobione mnóstwem sztukaterii, które zawalą się przy pierwszym deszczu – pozory pobożności, oparte na chęci pokazania się innym czy przywiązaniu do tradycji. Mogę też wznosić mozolnie, opornie małe chatki z mocnymi ścianami, które przetrwają nawet największą burzę. Jezus nie stawia przed nami wielkich, niemożliwych wymagań. Słuchać i wypełniać to, co się usłyszało. Boże Słowo jest mocnym fundamentem, ale żeby prawdziwie budować, potrzebuję wypełniać je w swoim życiu. Także sama moja aktywność, bez słuchania Słowa Bożego, jest na nic – buduję wtedy tylko pozornie, prowizorycznie, do pierwszej porządnej ulewy. Zejdźmy dziś do naszych fundamentów. Może Adwent to dobry czas, by je umocnić?