A do nich powiedział: „Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie uratować czy zabić? „Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy na nich dokoła z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serc, rzekł do człowieka: „Wyciągnij rękę!” Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa. A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz się naradzali przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić.

 

Dziwna jest ta scena z dzisiejszej Ewangelii. Nikt z Jezusem nie rozmawia, nikt do Niego nic nie mówi. Jezus sam wydaje polecenia, zadaje pytania, a wszyscy obecni milczą. Jedni zapewne są zdumieni całą sytuacją, kolejnym uzdrowieniem, człowiek uzdrowiony może nie znajduje odpowiednich słów, by wyrazić wdzięczność i radość, a faryzeusze są wściekli, że Jezus znowu łamie ich stereotypy i ciasny sposób myślenia. Jezus poznał zatwardziałość ich serc i zasmucił się nią.

A co ja mam do powiedzenia Jezusowi? Czy wobec mnie Jezusowi nie pozostaje tylko monolog?