Kiedy schodzili z góry, uczniowie zapytali Jezusa: «Czemu uczeni w Piśmie twierdzą, że najpierw musi przyjść Eliasz?». On odparł: «Eliasz istotnie przyjdzie i wszystko naprawi. Lecz powiadam wam: Eliasz już przyszedł, a nie poznali go i postąpili z nim tak, jak chcieli. Tak i Syn Człowieczy ma od nich cierpieć». Wtedy uczniowie zrozumieli, że mówił im o Janie Chrzcicielu.

 

Uczniowie pytali Jezusa: „Czemu uczeni w Piśmie twierdzą, że najpierw musi przyjść Eliasz?”. Czyżby nie czytali księgi proroka Malachiasza, który pisał: „Oto Ja poślę wam proroka Eliasza przed nadejściem dnia Pańskiego, dnia wielkiego i strasznego”? Być może czekali na niezwykłe znaki: ogień spadający na 450 proroków Baala, baryłkę oliwy i dzban mąki – niewyczerpane, wóz ognisty i tętent rumaków wiozących proroka wprost w nieśmiertelność...

Tymczasem całkiem śmiertelny Eliasz stał nad brzegiem Jordanu, wołając: "Dokąd będziecie się chwiali na obie strony? Jeżeli Pan jest prawdziwym Bogiem, to Jemu służcie, a jeżeli Baal, to służcie jemu!" (1 Krl 18,21). A potem szeptem dodawał: jestem przyjacielem Oblubieńca i czuję radość, słysząc Jego głos: jest blisko (por. J 3,29)!