Wracamy powoli do normalnego życia, które wcale nie musi być i często nie jest piękniejsze od dnia wczorajszego. Tylko Zmartwychwstały Pan przechadza się powoli pośród nas, z niepokojem w sercu, czy abyśmy do końca uwierzyli w Jego zwycięstwo nad grzechem i śmiercią.

      Patrzę i ja na to wszystko, co się dzieje po Twoim zmartwychwstaniu, Panie i czuję się trochę zagubiony i niepewny. Słucham słowa Bożego ostatnich dni i nieśmiało kieruję do Ciebie moją prośbę, będącą zarazem moją szczególną modlitwą.

    Najpierw proszę Cię, Panie, abyś pozwolił mi pozostać w Emaus. W miejscu niespełnionych marzeń i zawiedzionych tęsknot: A myśmy się spodziewali. Pozwól mi, Panie, pozostać w realnym świecie, w którym mam prawo czuć się poniżonym, skrzywdzonym i oszukanym. Nie chcę wracać do Jerozolimy, Panie, gdyż musiałbym się przyznać do tego, że Cię spotkałem w drodze i przy łamaniu chleba. Nie chcę wracać do Jerozolimy, bo tam się kamienuje proroków, tam się umiera z miłości do Ciebie.
Pozwól mi, Panie, nie dotykać Twoich Ran. Bowiem niepewność Ciebie wydaje mi się czymś korzystniejszym dla mnie na obecną chwilę. Dlaczego masz pokonywać zamknięte drzwi i jak nieproszony Gość stawać na drodze mojego życia? Pozwól mi raczej żyć w niepewności jutra, Panie, gdyż boję się bardzo chwili, kiedy trzeba by mi zawołać za św. Tomaszem: Pan mój i Bóg mój!

       I oni, apostołowie, wrócili do normalnego życia. Pozostawili Wieczernik, Ogród Oliwny, Golgotę i pusty grób. I wrócili do spokojnej Galilei, nad jezioro Genezaret, wrócili do swoich codziennych zajęć, wrócili, aby łowić ryby. A przecież Chrystus Pan każdego z nich wezwał tak niedawno po imieniu, aby porzucili sieci i poszli za Nim. Aby się już wstecz nie oglądali. Aby tak się napatrzyli, nasłuchali, aby Mu byli wierni do końca, po krzyż i po pusty grób. Czyżby naprawdę okazali się tak niepojętnymi uczniami? Czyżby rzeczywiście nic nie zrozumieli z żadnej Jezusowej przypowieści, ukazującej istotę Królestwa Niebieskiego? Świadkowie śmierci i zmartwychwstania Syna Bożego wrócili, aby łowić ryby. Tylko że tamtej nocy, nic nie ułowili. Załamani, przegrani, pokonani kapłani Nowego Przymierza.

       I oto pojawia się Pan. Zmartwychwstały po raz kolejny przychodzi do człowieka: do Piotra – tchórza, Tomasza – niedowiarka, do Synów Zebedeuszowych, którzy się kłócili o to, który z nich będzie ważniejszy w Królestwie Niebieskim. A kiedy Go posłuchali, to z powodu mnóstwa ryb, nie mogli sieci z wody wyciągnąć.
Obyśmy nie posnęli z umęczenia i nie stracili czasu jedynie na szukaniu łowisk wspaniałych. Bo i nam się może przydarzyć, że nie zauważymy Pana, który cierpliwie będzie czekał na brzegu naszego życia, pozdrawiając nas słowami: Pokój wam! I zachęcając, abyśmy w innym miejscu zarzucili sieci po to, by nie wracać z połowu z pustymi łodziami.
       A na brzegu będzie czekał na nas Miłosierny Jezus, który nie wypuści nas już nigdy ze swojej ręki. Będzie nas trzymał tak długo, aż wypowiemy wreszcie te słowa: Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham! I choć tym razem kogut nie zapieje, to jednak i w naszym życiu zacznie świtać, tak jak zaświtało w życiu św. Piotra.