Jezus powiedział do swoich uczniów: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz przemieni się w radość. Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu – z powodu radości, że się człowiek na świat narodził. Także i wy teraz doznajecie smutku. Znowu jednak was zobaczę, i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać. W owym zaś dniu o nic nie będziecie Mnie pytać".

 

Kiedy Jezus mówi o smutku, którego doświadczać będą Ci, którzy poszli za Nim, porównuje go do smutku i bólu, którego doświadcza kobieta w czasie porodu. Zapewne nie byle jaki to ból, ale niekiedy przenikający do „szpiku kości”, a jego intensywność przerasta wszelkie wyobrażenie o bólu. Niejedna matka straciła swoje życie w czasie porodu, wydając na świat nowe życie... Jednakże jest to zawsze ból nadziei, nadziei, że za chwilę zobaczę nową twarzyczkę maleńkiego, dotąd nieznanego mi dzieciątka, jest to ból zawsze połączony z niecierpliwym oczekiwaniem, pełnym głębokiej radości, oczekiwaniem nowego życia, które za chwilę ukaże się naszym oczom... To nadzieja jest tą siłą, która przezwycięża ból, każdy ból.

I taka w pewnym sensie jest droga każdego chrześcijanina. Przemierza on swoje życie w świadomości, że nie tutaj jest jego koniec, ale wie, że to pielgrzymka do domu Ojca, która trwa tylko chwilkę w porównaniu z wiecznością, która czeka go po śmierci. On wie, że w jękach i bólach rodzenia, w bólach codziennego życia wciąż na nowo rodzi się do nowego życia, że w ten sposób rodzi się w nim człowiek wewnętrzny. On wie, że każde trudne doświadczenie oczyszcza serce i czyni je bardziej pokornym, a nadzieja wiecznej radości, czyni go radosnym już tu na ziemi, pomimo trudnej drogi, smutku i bólu, jakiego doświadcza. 

Chrześcijanin wierzy słowom Jezusa i mówi sobie: Jezus tak, a tak powiedział, taką dał obietnicę... ja wierze Jezusowi, ja ufam Jezusowi, bo On zawsze mówi prawdę i to co obiecał, spełni... On wie, że dopiero w domu Ojca każdy ból zamieni się w radość, której nikt mu nie zdoła odebrać, radość, która trwa na wieki.

Dlatego trudne, bolesne doświadczenia już nie powinny napawać nas smutkiem, ale w głębokiej nadziei, wierzmy i oczekujmy, że one kiedyś miną, a przeżyte z pokornym poddaniem się woli Bożej, przyczyniają się do naszego uświęcenia, większej radości i chwały w domu Ojca. 

Tak, radość, którą daje nam Bóg jest nieporównywalna z żadną „ziemską” radością. To radość ducha, radość serca, radość z uwielbiania Boga i przebywania w Jego obecności, z oglądania Go twarzą w twarz, radość z zatopienia się w niepojętej miłości Ojca, w Jego niewysłowionym miłosierdziu. To radość nowego życia w łonie Trójcy Świętej.