Uczniom Jezusa przyszła myśl, kto z nich jest największy. Lecz Jezus, znając tę myśl w ich sercach, wziął dziecko, postawił je przy sobie i rzekł do nich: «Kto by to dziecko przyjął w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto by Mnie przyjął, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto bowiem jest najmniejszy wśród was wszystkich, ten jest wielki». Wtedy przemówił Jan: «Mistrzu, widzieliśmy, jak ktoś w imię Twoje wypędzał złe duchy, i zaczęliśmy mu zabraniać, bo nie chodzi z nami». Lecz Jezus mu odpowiedział: «Przestańcie zabraniać; kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z wami».

 

Kiedy widzimy noworodka, zdecydowana większość z nas reaguje roztkliwieniem. Często słychać: „jaki on mały, jaki słodki”. Podobnie jest z potomstwem choćby naszych czworonożnych przyjaciół. Raczej nikt nie jest w stanie oprzeć się małym kociakom czy szczeniaczkom. To, co małe, nas „rozmiękcza”.

Inaczej się ma sprawa z życiem duchowym. Bycie najmniejszym wcale nie zachwyca. Na poziomie ideałów jak najbardziej, ale codzienność bardzo je weryfikuje. Dzieje się tak zapewne dlatego, że świat promuje zupełnie odwrotne postawy, na to nakłada się jeszcze kłamstwo Szatana, które zasiane jest w każdym z nas.

Jezus, znając naszą kondycję, nie rezygnuje i zaprasza, zachęca, by się nie bać i stawać się jak On – być sługą bliźnich, być dzieckiem Ojca.