Gdy Jezus siedział przy stole, jeden ze współbiesiadników rzekł do Niego: «Szczęśliwy ten, kto będzie ucztował w królestwie Bożym». On zaś mu powiedział: «Pewien człowiek wyprawił wielką ucztę i zaprosił wielu. Kiedy nadeszła pora uczty, posłał swego sługę, aby powiedział zaproszonym: „Przyjdźcie, bo już wszystko jest gotowe”. Wtedy zaczęli się wszyscy jednomyślnie wymawiać. Pierwszy kazał mu powiedzieć: „Kupiłem pole, muszę wyjść je obejrzeć; proszę cię, uważaj mnie za usprawiedliwionego”. Drugi rzekł: „Kupiłem pięć par wołów i idę je wypróbować; proszę cię, uważaj mnie za usprawiedliwionego”. Jeszcze inny rzekł: „Poślubiłem żonę i dlatego nie mogę przyjść”. Sługa powrócił i oznajmił to swemu panu. Wtedy rozgniewany gospodarz nakazał swemu słudze: „Wyjdź co prędzej na ulice i w zaułki miasta i sprowadź tu ubogich, ułomnych, niewidomych i chromych!”. Sługa oznajmił: „Panie, stało się, jak rozkazałeś, a jeszcze jest miejsce”. Na to pan rzekł do sługi: „Wyjdź na drogi i między opłotki i przynaglaj do wejścia, aby mój dom był zapełniony. Albowiem powiadam wam: Żaden z owych ludzi, którzy byli zaproszeni, nie skosztuje mojej uczty”».

 

Nasz Pan, Jezus Chrystus, nieustannie zaprasza nas na spotkanie, na ucztę. A my ciągle mamy mnóstwo atrakcyjniejszych form spędzania czasu. Wciąż tyle obowiązków i powinności, spraw na wczoraj – Boże tematy muszą poczekać na lepszy moment...

Być może teraz właśnie Pan Bóg daje nam ten lepszy czas, by przewartościować swoje decyzje, by przestawić priorytety i zobaczyć, co naprawdę jest istotne. I choć czas jest niezmiernie trudny, chociaż zapewne niewielu myśli o biesiadowaniu, to zaproszenie Pana Jezusa nie jest objęte żadnymi obostrzeniami epidemicznymi 😉. Wystarczy tylko odpowiedzieć w swoim sercu na Boży głos, który delikatnie przyzywa i zachęca do zmiany życia.

Oczywiście, że będzie mnóstwo wymówek, superważnych spraw, które zdecydowanie będą spychać i zagłuszać to Boże zaproszenie.

Przy kolejnym odczytywaniu Ewangelii mocno poruszyły mnie słowa „przynaglaj do wejścia”. Myślę, że w obliczu fali protestów, strajków i demonstracji przeciwko życiu i wartościom chrześcijańskim postawa katolika powinna być właśnie takim przynagleniem, takim nieugiętym i wyrazistym opowiadaniem się po stronie Dobra i Miłości. 

A jak jest? Niech każdy w swoim sumieniu odpowie sobie, czy w imię wygodnictwa, pójścia na skróty i kompromisy, rozmydlenia, płytkiej i małostkowej interpretacji Bożych przykazań znowu nie odrzuca najważniejszego w życiu zaproszenia.

Uczta czeka! Spieszmy, by nasz Pan nie był zawiedziony.