Jezus przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: "Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je. Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić? Bo cóż może dać człowiek w zamian za swoją duszę? Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi przed tym pokoleniem wiarołomnym i grzesznym, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale Ojca swojego razem z aniołami świętymi". Mówił im także: "Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą królestwo Boże przychodzące w mocy".

 

Naśladować Chrystusa? Czy rzeczywiście Go naśladuję? Czy nie jest tak, że powtarzam tylko Jego słowa, gesty i nic poza tym? Nawet moje czyny niekoniecznie muszą świadczyć o tym, że Go naśladuję. Czy to wystarczy?

Kto idzie za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój... I tu pojawiają się schody. Wszystko, tylko nie krzyż! Ale to właśnie w krzyżu jest wszystko! Aby prawdziwie naśladować Chrystusa, trzeba stawać się takim jak On: być pokornym, cierpliwym, łagodnym, wyrozumiałym, posłusznym – to czasami bardzo trudne, ale z Nim okazuje się możliwe.

Proszę Cię, Panie, abym nigdy nie przesłaniał Ciebie sobą.