Jezus, ukazawszy się Jedenastu, powiedział do nich: "Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Te zaś znaki towarzyszyć będą tym, którzy uwierzą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, a ci odzyskają zdrowie". Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga. Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdzał naukę znakami, które jej towarzyszyły.

 

Jezus, gdy wraca do Ojca, staje się dla nas potężniejszym pomocnikiem. Nieograniczony w działaniu i niezawodny w rozeznaniu. Nie mógł dłużej zostać na Ziemi, ponieważ Jego misja dobiegła końca. Zmiana więc była nieunikniona. Bóg pragnie zmian, ale jakich?

Może mała analogia. Jeżeli kwiat hodowany w domu wzrasta, ale nie zmieni się mu doniczki, ustanie w rozwoju. Może nawet zacznie usychać. To zmiana ograniczeń dla korzeni wyzwoli w nim większy rozrost.

Podobnie jest z człowiekiem. Zmiany w wychowaniu dziecka są nieuniknione. Nie chodzi na przejście do trybu „wolna amerykanka”. Dziecko potrzebuje zaopiekowania i stopniowego dodawania mu odpowiedzialności. W naturalny sposób będzie skutecznie przeobrażał się w dorosłego. Świadome rodzicielstwo jest dziś wyzwaniem. Zatem módlmy się o takich rodziców, którzy przygotują świat przez wychowanie następnego pokolenia.