Obok krzyża Jezusa stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja». I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.

 

Zapewne w życiu każdego z Was jest taka osoba, która zajmuje ważne miejsce, na którą zawsze możecie liczyć, która jest Waszą podporą, której powierzacie swoje tajemnice. Osobą tą jest MAMA, która pragnie waszego szczęścia. Spełnia ona istotną rolę.

Tekst dzisiejszej Ewangelii przybliży nam rolę mamy w życiu.

Każdy z Was ma swoją mamę. Również Pan Jezus, będąc człowiekiem, otrzymał w darze prezent, którym była Jego Mama. Pan Bóg, widząc, jakie skarby czystości, dobroci, wiary oraz pobożności ukryte były w sercu Maryi, wybrał ją na Matkę swojego Syna. Odtąd Maryja stała się Matką wszystkich ludzi, a także całego narodu polskiego.

Matka Boża rozumie wszystkie nasze sprawy, tak jak rozumie nas nasza mama na ziemi. Maryja była przy swoim Synu do samego końca. Kiedy Pan Jezus na krzyżu zwrócił się do Matki, mówiąc: „oto syn Twój”, to oddał Jej pod opiekę nie tylko stojącego tam ucznia, ale także każdego z nas. To z woli Pana Jezusa Maryja ma opiekować się nami wszystkimi.

Dzisiejsze Słowo Boże mówi nam, że Maryja jest Matką nie tylko Pana Jezusa, nie tylko Kościoła, ale jest również naszą Matką. To Ona wskazuje nam drogę do nieba. Uświadamia nam, że najprościej tam dojść, gdy kroczy się po śladach Pana Jezusa. Dowiecie się tego, czytając poniższe opowiadanie:

Bruno Ferrero „Ślady”

Pewnej nocy miałem cudowny sen. Zobaczyłem długą drogę, która z ziemi pięła się ku górze, by zginąć pośród chmur, kierując się ku niebu. Nie była to jednak droga wygodna. Co więcej, pełna była przeszkód, usiana zardzewiałymi gwoźdźmi, ostrymi i tnącymi kamieniami, kawałkami szkła.

Ludzie wędrowali tą drogą boso. Gwoździe wbijały się w ciało, wielu miało zakrwawione stopy. Mimo tego nie rezygnowali, chcieli dojść do nieba. Każdy krok wywoływał cierpienie. Wędrówka była powolna i trudna.

Potem w moim śnie ujrzałem Jezusa, który szedł naprzód. On również szedł boso. Szedł wolno, ale zdecydowanie. Ani razu nie zranił sobie stopy. Jezus szedł i szedł. Wreszcie dotarł do nieba i tam usiadł na wielkim, złocistym tronie. Spoglądał w dół, obserwując tych, którzy usiłowali wejść. Spojrzeniem i gestami zachęcał ich. Zaraz po Nim szła również Maryja, Jego Matka.

Maryja szła jeszcze szybciej niż Jezus. Wiecie dlaczego? Stawiała swe stopy na śladach pozostawionych przez Jezusa. Szybko dotarła więc do Syna, który posadził Ją na wielkim fotelu, po swej prawej stronie.

Maryja również zaczęła dodawać otuchy tym, którzy wspinali się i zachęcała ich, by szli po śladach zostawionych przez Jezusa tak, jak sama to zrobiła.

Ludzie rozsądni tak właśnie postępowali i szybko posuwali się ku niebu. Inni skarżyli się na rany, często zatrzymywali się, czasami rezygnowali zupełnie i upadali na brzegu drogi, zwyciężeni przez smutek.

ZADANIE DLA CIEBIE NA DZIŚ:

Pomyśl w ciszy swojego serca, kim Maryja jest dla Ciebie? W jaki sposób okazujesz Jej miłość? Na koniec podziękuj Maryi za dotychczasową opiekę.