Uczniowie przystąpili do Jezusa i zapytali: «Dlaczego mówisz do nich w przypowieściach?» On im odpowiedział: «Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. Bo kto ma, temu będzie dodane, i w nadmiarze mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą nawet to, co ma. Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że patrząc, nie widzą, i słuchając, nie słyszą ani nie rozumieją. Tak spełnia się na nich przepowiednia Izajasza: „Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli, i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił”. Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę, powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli».

 

Dzisiejsza Ewangelia stanowi fragment trzynastego rozdziału Ewangelii Mateuszowej. Jest on w całości poświęcony nauce Jezusa o królestwie Bożym. Zbawiciel na różne sposoby je opisuje, przedstawia jego naturę za pomocą różnych obrazów, posługując się przypowieściami. Uczniowie wobec tego są zdumieni, gdyż do tej pory Jezus mówił im wszystko otwarcie, nie „ukrywając” niczego pod osłoną porównań czy analogii. Zaczynają Go o to pytać. W odpowiedzi Jezus tłumaczy im jedną z najważniejszych rzeczywistości duchowych, która rozgrywa się w sercu człowieka.

Okazuje się, że człowiek, mając oczy, może nie widzieć; mając uszy, może nie słyszeć; mając bijące, żyjące serce, może je uczynić skamieniałym, nieczułym na głos Boga. Jak mówili Ojcowie Kościoła, człowiek posiada bliźniacze pary zmysłów: wzrok fizyczny i duchowy, słuch fizyczny i duchowy, smak fizyczny i duchowy, węch fizyczny i duchowy oraz dotyk fizyczny i duchowy. Można do tego stopnia uśmiercić w sobie zmysły duchowego człowieka, że nie rozpozna się przychodzącego do nas królestwa Bożego. Ono objawiło się nam w Osobie Jezusa Chrystusa, w Jego słowie, w Jego życiu. Dlaczego zatem wielu Go nie rozpoznało i ostatecznie odrzuciło?

Wydaje się, że odpowiedź na to pytanie daje nam Jezus w tym oto zdaniu: „Bo kto ma, temu będzie dodane, i w nadmiarze mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą nawet to, co ma”. Kim jest człowiek, który ma i któremu ostatecznie będzie jeszcze dodane? To ten, który czuje się obdarowany, który przyjmuje Jezusa jako bezwarunkowy, całkowicie przez nas niezasłużony dar Ojca. To człowiek, który wie, że nie zrobił nic, a jednocześnie otrzymał wszystko – i to w obfitości! Całe swoje życie postrzega jako jedno wielkie obdarowanie i jedyne, co może z tym zrobić, to być wdzięcznym i przeżywać wszystko w wolności i radości, bez wewnętrznego obciążenia, że musi się Bogu za ten dar odwdzięczać. Ten zaś, kto nie ma, to człowiek, któremu ciągle się wydaje, że musi na coś zasłużyć, zarobić, musi spełnić jakieś wymagania, oczekiwania, aby coś zdobyć i mieć. Temu zostanie zabrane nawet to, co ma, bo jemu wiecznie będzie się wydawać, że nic nie otrzymał, czego by sobie nie wypracował, nie zabezpieczył. To jest owa śmierć człowieka duchowego. Człowiek umarły już nie widzi, nie słyszy, nie czuje, nie ma powonienia ani smaku, więc nie jest zdolny rozpoznać królestwa Bożego, które go nawiedza w osobie Chrystusa.

Odpowiedz sobie dziś w głębi serca: czy jesteś człowiekiem szczęśliwym, to znaczy obdarowanym, wolnym, słyszącym o tajemnicach królestwa Bożego i oglądającym je na własne oczy?