Bracia: Słyszeliście o moim wcześniejszym postępowaniu, gdy jeszcze wyznawałem judaizm, jak z niezwykłą gorliwością zwalczałem Kościół Boży i usiłowałem go zniszczyć, jak w żarliwości dla judaizmu przewyższałem wielu moich rówieśników z mego narodu, jak byłem szczególnie wielkim zapaleńcem w zachowywaniu tradycji moich przodków. Gdy jednak spodobało się Temu, który wybrał mnie jeszcze w łonie matki mojej i powołał łaską swoją, aby objawić Syna swego we mnie, bym Ewangelię o Nim głosił poganom, natychmiast, nie radząc się ciała i krwi ani nie udając się do Jerozolimy, do tych, którzy apostołami stali się pierwej niż ja, skierowałem się do Arabii, a później znowu wróciłem do Damaszku. Następnie, trzy lata później, udałem się do Jerozolimy, aby poznać się z Kefasem, i zatrzymałem się u niego tylko piętnaście dni. Spośród zaś innych, którzy należą do grona apostołów, widziałem jedynie Jakuba, brata Pańskiego. A Bóg jest mi świadkiem, że w tym, co tu do was piszę, nie kłamię. Potem udałem się do krain Syrii i Cylicji. Kościołom zaś chrześcijańskim w Judei pozostawałem osobiście nieznany. Docierała do nich jedynie wieść: ten, co dawniej nas prześladował, teraz jako Dobrą Nowinę głosi wiarę, którą wcześniej usiłował wytępić. I wielbili Boga z mego powodu.

 

Nawrócenie zawsze jest możliwe – przykład św. Pawła dobrze o tym przypomina. W pierwszym czytaniu sam Apostoł wspomina drogę, którą prowadził go Bóg – po to, by Galatom przypomnieć, że nie ma innej Ewangelii ani innego Boga. Wejście na drogę nawrócenia to jednocześnie zgoda na niewracanie do starych przyzwyczajeń, do starego człowieka. Dziś ten przekaz wzmocniony jest jeszcze przez przykład św. Franciszka z Asyżu – on, podobnie jak św. Paweł, doświadczył wielkiej przemiany serca i dzień po dniu dawał świadectwo Bożego Miłosierdzia.

Warto dziś przyjrzeć się swojemu sercu, zobaczyć, co we mnie wymaga tej przemiany, i przez wstawiennictwo św. Pawła i św. Franciszka o to nawrócenie zawołać.