Na to szemrali faryzeusze i uczeni ich w Piśmie i mówili do Jego uczniów: Dlaczego jecie i pijecie z celnikami i grzesznikami? Lecz Jezus im odpowiedział: Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem wezwać do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników.

 


Chciałoby się powiedzieć, że to takie oczywiste. Przecież wiemy, że lekarza potrzebują chorzy, do nawrócenia wzywa się grzeszników. Ale kiedy spojrzymy na Słowo uważnie, dostrzeżemy, że Ci grzesznicy powoływani byli do głoszenia Dobrej Nowiny.

A to jakby nie to samo. Tutaj "ranga" jest większa, niż "tylko" uzdrowienie czy nawrócenie. I w tym kontekście, wsłuchując się w to, co Jezus mówi, poczuć można jakby dysonans. Dlaczego Jezus powoływał takich "św. Mateuszów" jak Lewi? Nie bał się, że grzesznik pozostanie grzesznikiem i zamiast być solą ziemi, może siać zgorszenie? Hm... Czyż uczeni w Piśmie nie stanowili lepszego "materiału" na siewców?

No właśnie... Ludzka logika często płata nam figle. Ludzka ekonomia dalece odbiega od ekonomii Bożej. Po ludzku - próbując nakładać naszym maleńkim móżdżkiem nasz szablon na Boga, możemy się tylko potknąć o własną pychę i niedoskonałość. A jak mówi Pismo Święte, Moc w słabości się doskonali. Pan wybiera to, co małe i głupie jest w oczach ludzkich. Myślę, że Bóg, dokonując takich wyborów, chce ukazywać wszystkim, że ten, który jeszcze wczoraj był chory/grzeszny, dziś w mocy Ducha i tylko w tej mocy może dokonywać wielkich rzeczy. Może głosić z mocą, która ewidentnie nie była jego domeną. Wtedy każdy, kto zna "delikwenta", jest zadziwiony, bo głoszący jest wyposażony we wszystko, co niezbędne do świadczenia o Jezusie z Nazaretu, a czego brakowało być może dotychczas (np. odwagi, znajomości Pisma, etc.). I te wszystkie dary/charyzmaty Bóg składa w serca grzeszników, bo kocha do szaleństwa każdego człowieka. A św. Paweł dodaje: "Gdzie... wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska".

I jeszcze jeden aspekt, który przychodzi do głowy po medytacji tego fragmentu ewangelii. Otóż, kiedy Pan powołuje, nie robi tego dla kaprysu. Kiedy Jezus wybiera, nie czyni tego, bo lubi wybierać (dla samego wyboru). Kiedy Bóg wzywa po imieniu, to zawsze daje zadanie, zawsze jest to w określonym celu.

Dlatego Bracie i Siostro, "nie bój się i wypłyń na głębię", bo właśnie do takich grzeszników jak my przychodzi Jezus i mówi: "Pójdź za Mną", jak Lewi. Pójdź za Mną, bo dla Ciebie też mam zadanie. Idź na cały dzisiejszy popsuty świat i głoś wszystkiemu stworzeniu, że JA - Jezus z Nazaretu kocham każdego człowieka, i że się o niego troszczę, a jeśli zszedł z Moich dróg, powiedz, że szukam go.