Jezus powiedział do swoich uczniów: «Kto się przyzna do Mnie wobec ludzi, przyzna się i Syn Człowieczy do niego wobec aniołów Bożych; a kto się Mnie wyprze wobec ludzi, tego wyprę się i Ja wobec aniołów Bożych. Każdemu, kto powie jakieś słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie odpuszczone, lecz temu, kto bluźni przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie odpuszczone. Kiedy was ciągać będą po synagogach, urzędach i władzach, nie martwcie się, w jaki sposób albo czym macie się bronić lub co mówić, bo Duch Święty pouczy was w tej właśnie godzinie, co należy powiedzieć».

 

Czytam ten krótki fragment z 12 rozdziału Ewangelii wg św. Łukasza, czytam powtórnie i jeszcze raz, i jeszcze... I z coraz większym niepokojem pytam, co znaczy: „wyprzeć się Jezusa przed ludźmi”, „powiedzieć słowo przeciw Synowi Człowieczemu” albo „bluźnić przeciw Duchowi Świętemu”? I z przerażeniem myślę, czy naprawdę Jezus się wyprze. Czy Bóg naprawdę nie przebaczy...? Ten, który swego Syna Jedynego dał... i nie po to, by świat potępił, lecz by go zbawił...? Nie przebaczy???

To przedziwne: karmię się Słowem, rozważam je, „przeżuwam”, niekiedy nawet nieudolnie komentuję, pozwalając się prowadzić Duchowi, próbuję żyć Słowem – i wciąż we mnie tyle lęku, jakby ten Pan Bóg tylko czyhał na moje potknięcie, jakby to wszystko ode mnie zależało, jakby ten świat...

Jeśli czynisz Duchowi Świętemu choćby maleńką szczelinę, w którą może On wejść i zacząć działać... – nie bój się...
...
Nie bój się!