Dlatego wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście w izbie szeptali do ucha, głosić będą na dachach. Lecz mówię wam, przyjaciołom moim: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic więcej uczynić nie mogą. Pokażę wam, kogo się macie obawiać: bójcie się Tego, który po zabiciu ma moc wtrącić do piekła. Tak, mówię wam: Tego się bójcie! Czyż nie sprzedają pięciu wróbli za dwa asy? A przecież żaden z nich nie jest zapomniany w oczach Bożych. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli.

 

Jezus z wielką troską dotyka tematu bardzo bliskiego nam. Lęk w wielu różnych formach potrafi nas nawet paraliżować. Pytanie o lęk może być jednocześnie pytaniem o to, w jakie sfery swego życia wpuściłem już Jezusa? Jednakże pamiętamy poczucie lęku w sercu Jezusa. On, mając świadomość okrucieństwa krzyżowania, po prostu zapytał: jeśli to możliwe? Dobrze znał swoją misję i bardzo pragnął wypełnić wolę Ojca.

Jezus pokazuje nam hierarchie lęku. Czy jest to i moja hierarchia? Czy najbardziej boję się zgrzeszyć i co gorsza długo trwać bez pragnienia pojednania z Bogiem i ludźmi. Zapraszam do spisania, a przez to nazwania swoich lęków. Warto z taką karteczką pójść na adorację lub chwycić różaniec. I prosić Jezusa o uwolnienie i uzdrowienie. Jednocześnie zadać  sobie pytanie: czy jestem gotów poprosić Jezusa o to, bym niezwykle źle czuł się z grzechem?

Ostatnio słyszałem świadectwo kobiety, która przeżyła śmierć męża i bała się być popołudniami w domu. Wspomnienia robiły swoje. I tak każdego dnia sięgała po alkohol, by zasnąć i przetrwać do rana. Pełna wewnętrznego bólu przyszła na mszę o uzdrowienie. Gdy podszedłem do niej podczas błogosławieństwa z Najświętszym Sakramentem, zaczęła płakać, a w ciele odczuwała wiele pokoju. Od tamtego wieczoru nie wypiła alkoholu. Jezus uwolnił ją od wszelkich lęków. Tak bardzo warto przekonywać się do prawdziwości słów: Nie bójcie się tych…