Tak mówi Pan: "Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem, przez post i płacz, i lament. Rozdzierajcie jednak serca wasze, a nie szaty! Nawróćcie się do Pana, Boga waszego! On bowiem jest litościwy, miłosierny, nieskory do gniewu i bogaty w łaskę, a lituje się nad niedolą. Kto wie? Może znów się zlituje i pozostawi po sobie błogosławieństwo plonów na ofiarę pokarmową i płynną dla Pana, Boga waszego. Na Syjonie dmijcie w róg, zarządźcie święty post, ogłoście uroczyste zgromadzenie. Zbierzcie lud, zwołajcie świętą społeczność, zgromadźcie starców, zbierzcie dzieci i niemowlęta! Niech wyjdzie oblubieniec ze swojej komnaty, a oblubienica ze swego pokoju! Między przedsionkiem a ołtarzem niechaj płaczą kapłani, słudzy Pańscy! Niech mówią: "Zlituj się, Panie, nad ludem Twoim, nie daj dziedzictwa swego na pohańbienie, aby poganie nie zapanowali nad nami. Czemuż mówić mają między narodami: Gdzież jest ich Bóg?" A Pan zapłonął zazdrosną miłością ku swojej ziemi i zmiłował się nad swoim ludem.

 

Wiele razy w życiu widziałem zazdrość – najczęściej taką, która rujnuje odczuwającego zazdrość, ale i tego, kto jest obiektem zazdrości. Sam nie raz w taki sposób zazdrościłem. Ale widziałem także inną zazdrość – Bożą. Wiele razy widziałem, jak Bóg, zazdrosny o człowieka, walczył o niego. Wiele razy słuchałem historii ludzi, którzy ocaleli dzięki zazdrosnej miłości Pana. Sam ocalałem dzięki niej.

Dzisiaj w Kościele wchodzimy w czas zazdrości Boga, który będzie nam na każdym kroku przypominał: „należysz do Mnie”. Ilekroć go zdradzę, tylekroć usłyszę: „wracaj!”. Rozpoczyna się czas walki o mnie. Nie myliła się Violetta Villas, śpiewając: „Nie ma miłości bez zazdrości”. Bóg kocha, więc jest zazdrosny. Nie dawaj mu powodów do zazdrości – pokaż Mu, jak bardzo Go kochasz!