Jeszcze niedawno czekałam z niecierpliwością na czas wakacji. Na błogie lenistwo, na nicnierobienie, długie poranki i jeszcze dłuższe wieczory. Kiedy jednak jesteśmy już czteroosobową rodziną, sprawa wygląda nieco inaczej. Jako mamie trochę głupio mi się przyznać, że czasem chciałoby się być w domu samej, no może z jednym dzieckiem, mąż w pracy, a synek w przedszkolu. Praca by szła swoim ustalonym, normalnym trybem, dom podlegałby pewnym określonym porządkom i zasadom. Wszystko miałoby swoje miejsce i czas. Teraz wszystko jest postawione do góry nogami, tak jakby nigdy wcześniej nie obowiązywały pewne zasady.

Z początku owszem dobrze jest zwolnić, trochę odpuścić w wielu sprawach, ale na dłuższą metę nie zdaje to egzaminu. Choć mam takie wrażenie, że tylko mnie to najbardziej przeszkadza. Wychodzę z założenia, że obowiązki domowe powinien mieć każdy z domowników. Oczywiście powinny one być rozdzielone zgodnie z wiekiem i umiejętnościami, by każdy mógł im podołać. Uważam, że nikt nie powinien być z nich zwolniony, bo wbrew pozorom pozbawienie członka rodziny zobowiązań może być odczuwane jako bycie nieważnym czy niepotrzebnym. A tego nikt nie chce.

Czasami kończy się moje planowanie obowiązków na czas wakacji na planowaniu właśnie. Pewnie jestem zbyt mało konsekwentna w swoich decyzjach, a czasami przegrywam z gorszym samopoczuciem związanym z upalną pogodą. Najtrudniej jednak jest nie dać upustu emocjom i swojemu niezadowoleniu, kiedy nasze plany zawodzą, kiedy nikt, łącznie ze mną, się do nich nie stosuje. Zawsze wtedy trzeba sobie uświadomić, że to my, rodzice, odpowiadamy za klimat panujący w domu, za atmosferę, jaką wytworzymy w sytuacjach konfliktowych. Wiemy przecież, że dzieci jeszcze nie są na tyle dojrzałe, by sobie z tym poradzić, a nasze negatywne zachowanie może powodować w nich niezłe zamieszanie i niepewność. Dorośli naprawdę potrafią nie dopuścić do wybuchu złości, agresji czy wściekłości. Jeżeli nie, trzeba to ćwiczyć, dla dobra siebie samego i swojej rodziny. Nie możemy się poddawać.

Kiedy sobie zupełnie odpuścimy z pewnymi zasadami, to za stan zastany możemy winić wyłącznie siebie. Przerwa od przedszkola, szkoły, a nawet pracy nie powinna być przerwą od domu, od uniwersalnych zasad zachowania, od budowania naszych relacji z małżonkiem czy dziećmi. To w domu uczymy się wszystkiego, co rzutuje na nasze zachowanie na zewnątrz, i to ważne przesłanie trzeba dzieciom przekazać. Widzę bunt, głównie u mojego synka, który na ogół nie ma problemu z pomaganiem, czasem sam się garnie do pomocy. Jednak zauważam, że jest z tym coraz większy problem. Teraz czuje większy przymus, szybko się męczy, kombinuje, zrzuca odpowiedzialność na siostrę albo zupełnie jasno mówi, że nie zrobi tego czy tamtego.

Staram się to uszanować i nie zaogniać nieporozumienia między nami. Kiedy jednak emocje opadną staram się wypytać o powód jego niechęci, dać mu czas, by się uspokoił i może sam zaproponował rozwiązanie. Może nie od razu jest ono zadowalające i satysfakcjonujące mnie w stu procentach, ale naprawdę staram się to docenić. Ważne dla mnie jest, by syn dał mi znać, czy da faktycznie radę zrobić to, czego od niego oczekujemy. Ponadto staram się zrozumieć, kiedy coś jest ponad jego siły. Jest to dla nas swoista dodatkowa praca, ponieważ ciągle musimy niestety przypominać o jego obowiązkach, wiele robić za jego siostrę, która z racji wieku zbytnio nam nie pomoże, a także uczenie obowiązkowości wymaga od nas towarzyszenia dziecku, a nie tylko przedstawienia oczekiwanego rezultatu i kontroli wykonanych zadań.

Rozdzielenie obowiązków to ważna kwestia w życiu rodziny. Wiem, że każdy z nas ma różne obowiązki związane z pracą zawodową, z różną intensywnością wykonuje swoje zadania, inaczej regeneruje się i co innego daje mu określony wypoczynek. Niemniej jednak bez naszego wspólnego zaangażowania, i mam tu na myśli siebie i swojego męża, nauka wykonywania obowiązków domowych nie przyniesie efektów. To ważne, byśmy znali swoje granice cierpliwości, żebyśmy mieli przed sobą jasny, wspólny cel, żebyśmy umieli między siebie rozdzielić pewne obowiązki i ewentualnie sobie wzajemnie pomagać. 

Tak jak wcześniej wspomniałam, urlop czy wakacje nie zwalniają nas z obowiązku o zadbanie o dobre relacje z dzieckiem, ze współmałżonkiem, a teraz jeszcze doszły w naszym domu relacje między rodzeństwem.

Te pierwsze zostały już przeze mnie nieco opisane. Mogę jedynie dodać i powtarzać to sobie jak mantrę, że to rodzic jest odpowiedzialny za jakość swoich relacji z dzieckiem. To od nas zależy, czy po kłótni, wybuchu złości u dziecka zareagujemy empatycznie i po trudnych już emocjach dziecka pomożemy mu je zrozumieć, podać rękę czy wręcz odwrotnie – zabronimy się mu zbliżać do nas, będziemy oczekiwać przeprosin mimo wszystko. Czy naszym celem jest, by wychować człowieka odpowiedzialnego, czy tylko karnego, posłusznego.

Jeśli chodzi o relacje między rodzicami, to wakacje, obok świąt, są takim wdzięcznym czasem, by pewne zaszłości czy nieporozumienia sobie wyjaśnić. Przede wszystkim to czas dla siebie i dobrze by było go należycie wykorzystać, nie tylko na przyjemności, ale i na szczerą rozmowę. Mama zawsze mi powtarzała, by nie kłócić się przy dzieciach. Jest w tym dużo prawdy, bo dzieci nie powinny czuć odpowiedzialności za nieporozumienia rodziców. A nie ukrywajmy, gros naszych nieporozumień dotyczy tematu dzieci. Ja, będąc z nimi w domu, czasem czuję się przytłoczona obowiązkami i może nieco mniej kobieca. Natomiast mąż poświęca się też pracy, mocno angażuje w różne wydarzenia i czuje się zwyczajnie zmęczony i fizycznie dojazdami, i intelektualnie. Każdy z nas ma szczere intencje dobra rodziny. Ważne, by sobie uświadomić, że nasze wybory są właśnie naszymi wyborami, że jeżeli coś nie gra, zawsze można to zmienić, ulepszyć. Czasem nie potrzeba wielkich nakładów pieniędzy, życiowych decyzji. Może więcej czasu razem, zrozumienia, bliskości.

Nowym tematem, który pewnie będzie zajmował sporą część moich felietonów, są relacje pomiędzy moimi dziećmi. Obecne wakacje są w ogóle pewnym novum w naszej rodzinie. To czas, kiedy nasz syn skończył pierwszy rok przedszkola, kiedy uczył się relacji z innymi dziećmi, kiedy w pewien sposób musiał się w nich odnaleźć i zaznaczyć swoje „ja”. Z drugiej strony jest półtoraroczna córka, która od samego początku dość jasno wyraża swoje „ja”, jest już na tyle rozumna, by zawalczyć o uwagę, daną zabawkę. Teraz, kiedy wszyscy jesteśmy skupieni w jednym miejscu od rana do wieczora, widać, jak każdy z nas jest inny, jak każdy z nas ma inne potrzeby i granice wytrzymałości. Wiem, że od nas, rodziców, wiele zależy, aby stosunki między nimi były jak najbardziej poprawne. Ale nie możemy za nich przeżyć życia i za nich budować relacji międzyludzkich. W definicję „relacji” jest wpisana pewna samodzielność porozumiewania się z innymi, wyrażania się. My powinniśmy interweniować głównie wtedy, kiedy faktycznie dzieje się już krzywda jednemu z nich. To trudne, ale dobrze dać im uporać się z pewnymi problemami, nie być rozjemcą czy za nich rozwiązywać problem. Myślę, że fakt, że są rodzeństwem, jest o tyle ważny, że nawet poważny konflikt (w zależności od wieku dzieci) nie jest w stanie teraz ich zupełnie rozdzielić. Nikt nie zastąpi mojemu synowi siostry i odwrotnie. Jest ona w brata wpatrzona jak w obrazek. A wakacje dają wiele możliwości, by nasze dzieci mogły się ścierać, bawić i poznawać nowe rejony relacji.