Do innego rzekł: Pójdź za Mną! Ten zaś odpowiedział: Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca! Odparł mu: Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże! Jeszcze inny rzekł: Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu! Jezus mu odpowiedział: Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego.

 

Jeśli mowa o powołaniu, to znaczy, że rzecz dotyczy czegoś najważniejszego w życiu, że decyzja ta będzie kształtowała każdy mój dalszy krok. Będzie ona także ostatecznie wyznaczała moje szczęście.

Dlatego też decyzja ta musi być stanowcza i radykalna. To jakaś nieustanna gotowość na trudy, na wyrzeczenia. Zapomnieć trzeba o wygodzie życia, o tym, że będę opływał w to, co ludzie cenią i o co zabiegają przez całe swe życie. Tak jak Jezus, nasz Mistrz, tak i my.

Powołanie to więzy z Tym, który powołał, to nowa inna wspólnota jeszcze trwalsza i mocniejsza niż ta, która była dotąd, czyli wspólnota rodzinna. Inni staną się bliższymi. Ci, którzy żyją niebem, wiecznością, królestwem Bożym.

Tak więc z radykalna decyzją w sercu, tylko przed siebie. Nie wracam do tego co świadomie zostawiłem dla Jezusa. Nie tęsknię za tym, co było, bo to przede mną jest jeszcze piękniejsze. Ale tylko wtedy, gdy moja decyzja jest stanowcza, radykalna. Tylko wtedy, gdy świadomie przykładam rękę do pracy na Bożej roli.