Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, Jezus powiedział: «Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony». Zapytali Go: «Nauczycielu, kiedy to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy to się dziać zacznie?». Jezus odpowiedział: «Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: „To ja jestem” oraz „Nadszedł czas”. Nie podążajcie za nimi! I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec». Wtedy mówił do nich: «Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Wystąpią silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie».

 

Zapłakałam, czytając dzisiejsze Słowo, bo to wszystko, o czym mówi Pan Jezus, dzieje się na naszych oczach, jest naszym udziałem...

Fałszywych proroków mamy coraz więcej, nie tylko wśród świeckich, ale i w samym Kościele coraz to słychać o nieposłuszeństwie i braku pokory. Życie niewinnych dzieciątek stało się przyczyną strajków i zamieszek (słowo wojna padało wielokrotnie wśród skandujących), które coraz mocniej dzielą i tak poróżniony już naród. Głód, zaraza i inne straszne znaki budzą lęk, bezradność i przerażenie w wielu sercach.

Pan Jezus podkreśla, że to wszystko musi się stać, jednocześnie zapewniając nas o swojej nieustannej trosce i opiece.

Bardzo łatwo popaść dzisiaj w skrajne emocje. Sama doświadczam lęku i niepewności o jutro, o swoich bliskich... W takich trudnych chwilach jak mantrę powtarzam słowa, które św. Paweł usłyszał od Pana „Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali” (2 Kor 12,9).

Więc, choć przychodzi nam dzisiaj mierzyć się z wielkim uciskiem z różnych stron przychodzącym, nie trwóżmy się. Niech nasze serca przepełnia Boży pokój, ufność i nadzieja, bo nasz Bóg naprawdę czuwa nad nami.

Jezu, ufam Tobie!