Jezus powiedział do swoich Apostołów: „Miejcie się na baczności przed ludźmi. Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić. Gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was. Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony".

 

Nie wystarczy, że będziemy pobożnie myśleć i tęsknić za tym, co święte. Nie wystarczy, że będziemy marzyć o niebie i śnić, jak nam będzie w raju. Nie wystarczy zacząć jakąś pracę lub zająć się czymś innym w tym naszym życiu. Musimy jeszcze te swoje sprawy doprowadzić do końca, do celu. Tyle już różnych rzeczy zaczynaliśmy, tyle przerywaliśmy i odkładaliśmy na później. Brak nam często wytrwałości. A chrześcijanina można poznać nie po tym, jak zaczyna, ale po tym, że czyni to z Bogiem, i po tym, jak kończy.