Jezus powiedział do faryzeuszów i do uczonych w Prawie: «Biada wam, ponieważ budujecie grobowce prorokom, a wasi ojcowie ich zamordowali. Zatem dajecie świadectwo i przytakujecie uczynkom waszych ojców, gdyż oni ich pomordowali, a wy im wznosicie grobowce. Dlatego też powiedziała Mądrość Boża: Poślę do nich proroków i apostołów, a niektórych z nich zabiją i prześladować będą. Tak na to plemię spadnie kara za krew wszystkich proroków, która została przelana od stworzenia świata, od krwi Abla aż do krwi Zachariasza, który zginął między ołtarzem a przybytkiem. Tak, mówię wam, zażąda się zdania z niej sprawy od tego plemienia. Biada wam, uczonym w Prawie, bo wzięliście klucze poznania; sami nie weszliście, a przeszkodziliście tym, którzy wejść chcieli». Gdy wyszedł stamtąd, uczeni w Piśmie i faryzeusze poczęli gwałtownie nastawać na Niego i wypytywać Go o wiele rzeczy. Czyhali przy tym, żeby Go pochwycić na jakimś słowie.

 

Jest pewne niebezpieczeństwo w odczytaniu dzisiejszej Ewangelii. Niebezpieczeństwo pozornej satysfakcji albo wręcz samozadowolenia. Bo oto Jezus mówi „Biada!” konkretnie do faryzeuszów i uczonych w Piśmie. Nie do mnie. Nawet nie do ogółu ludzi. Do konkretnej grupy ludzi. A przecież żaden ze mnie faryzeusz ani tym bardziej uczony w Piśmie. Można spokojnie wrócić do tego, co było. 

Na obozie harcerskim trzy długie gwizdki oboźnego stanowią sygnał alarmu. Jeśli ktoś je usłyszy, powinien w gotowości stawić się na placu apelowym. Myślę, że Jezusowe „Biada!” powinno być dla nas takim sygnałem alarmowym, słowem, które stawia nas na baczność, w gotowości. Nie jest ważne, do kogo jest skierowane. Sam dźwięk tego słowa powinien rozbudzić nasze sumienie, aby przyjąć każde ostrzeżenie Mistrza.