Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie".

 

Ile to razy słyszeliśmy, że Papież wynosił kogoś na ołtarze, dawał nam nowego świętego. A jaką to rzeszę świętych i błogosławionych ogłosił sam bł. Jan Paweł II. Święci są po to, by każdy z nas mógł odnaleźć w tym gronie swojego świętego. Byśmy mogli ze świętymi przebywać, rozmawiać i modlić się za ich wstawiennictwem do Boga.

My wiemy, że w niebie jest wielu świętych, których nikt nie kanonizował. Dlatego dzisiaj obchodzimy uroczystość Wszystkich Świętych, czyli tych już po tamtej stronie, ale i nas samych, bo też pragniemy być świętymi, dobrymi – takimi dla Boga i ludzi.

Kiedy słyszymy, że to ja mam być święty, od razu stają nam przed oczami nasze słabości, grzechy i przewinienia. Jak tu być świętym? Kiedy tyle niedociągnięć a nasze życie codzienne tak czasem dalekie od miłości, prawdy, przebaczenia, modlitwy, od zwykłego spotkania z Bogiem i drugim człowiekiem. Jakże często oburzamy się na zło, które inni czynią – bo tak przecież łatwiej; a jakie jest to zło w moim życiu? A może to ta pycha, której ciągle nie zauważam, a może lekceważenie innych a ciągłe wynoszenie siebie na pierwsze miejsce, by być widocznym nie przed Bogiem, ale przed ludźmi.

Każdy z nas jest powołany, by stać się świętym, by się zbawić. A świętymi nie stajemy się tak od razu, z dnia na dzień, tak przypadkiem. Bo świętymi stajemy się przez nasze życie codzienne w domu, rodzinie i we wspólnocie parafialnej. Przez naszą modlitwę i przyjaźń z Bogiem – przez każdą Mszę świętą i Komunię. Tutaj właśnie spotykamy się i łączymy z tyloma świętymi, tutaj uczymy się, jak być świętym, jak dzielić się każdym dobrem, jakie jest w nas. Tutaj podczas każdej Mszy świętej, jeśli tylko chcemy, to przyjmujemy do serc ciało świętego Boga.

Bo świętość to trudna droga, ale prosta i zwyczajna, to droga Woli Bożej w naszym życiu i Bożych przykazań. A może trzeba dzisiaj sobie przypomnieć, co Bóg powiedział do każdego z nas: byś szanował Rodziców i Boga Samego, byś nie zabijał, nie kradł, nie cudzołożył, byś kochał bliźniego. Każdy ma czasem jakieś zakręty i omija to, co Boskie i od Boga pochodzi. I nie chodzi o to, byśmy nie wiem jakich cudów dokonywali, ale w codzienności stawali się lepszymi. Bo święty to człowiek prostego serca, a ludzkie serce jest wielkie i słabe, ale i zdolne do ogromnych poświęceń, pełne dobroci i życzliwości. I Jezus przyjął takie właśnie ludzkie słabe serce, by nam pokazać, jak mamy stawać się świętymi.

I być może wszystko na tej drodze naszej świętości skończyłoby się bez żadnych większych wpadek, gdyby nie to, że do kościoła weszła nagle Matka Boska. Weszła biedna tylnymi drzwiami i załamała ręce nad tą naszą świętością. Potem usiadła w ostatniej ławce i cichutko zaczęła cerować to nasze życie delikatną nitką matczynej miłości.