Gdy anioł przemówił do niewiast, one pośpiesznie oddaliły się od grobu, z bojaźnią i wielką radością, i pobiegły oznajmić to Jego uczniom. A oto Jezus stanął przed nimi, mówiąc: «Witajcie!» One podeszły do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon. A Jezus rzekł do nich: «Nie bójcie się! Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech udadzą się do Galilei, tam Mnie zobaczą». Gdy one były w drodze, niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło. Ci zebrali się ze starszymi, a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: «Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdy spaliśmy. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu». Ci więc wzięli pieniądze i uczynili, jak ich pouczono. I tak rozniosła się ta pogłoska między Żydami, i trwa aż do dnia dzisiejszego.

 

Trwamy w świętowaniu Zmartwychwstania Jezusa. Lecz gdzie Go możemy spotkać? Odpowiedź daje nam dzisiejszy fragment Ewangelii. Mamy udać się do Galilei. Czyli gdzie?

Galilea to nasza codzienność. Teraz zdecydowanie bardziej hermetyczna. To właśnie ją Chrystus chce przemienić mocą swego zmartwychwstania – by każdy najdrobniejszy gest, każdy najmniejszy wysiłek był czyniony z miłości. Ona wydobyła Jezusa ze szponów śmierci i tylko ona może zmienić naszą rzeczywistość, nasze relacje, by były źródłem życia, a nie śmierci.

Galilea to również miejsce wyboru, powołania, gdzie wszystko się zaczęło. Powróćmy to początków naszych życiowych wyborów, zaczerpnijmy z entuzjazmu, szczerości naszych chęci i miłości, która im towarzyszyła. Uczyńmy to, mimo że (a może tym bardziej gdy) na co dzień nie widać w nas radosnej służby, czy to w rodzinie, czy we wspólnocie zakonnej, czy na plebanii.

On zmartwychwstał prawdziwie! Niech wypełni nasze serca swym pokojem, byśmy mogli jeszcze pełniej kochać i by towarzyszyła temu radość i spełnienie.