Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy zaś nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: «Skąd to u Niego? I co to za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce! Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?». I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił im: «Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony». I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.

 

Postawa niedowierzania czasem towarzyszy człowiekowi. Powody mogą być przeróżne – ktoś wykorzystał nasze zaufanie, oszukał nas; spotkaliśmy się z kłamstwem i obłudą w relacji mimo naszych szczerych chęci i zamiarów. Tak niestety bywa w relacjach międzyludzkich naznaczonych grzechem.

Czy jednak ludzie żyjący w czasach Chrystusa mogli Mu niedowierzać? Czy Bóg ich kiedykolwiek „naciągnął”? Nigdy! A jednak spotyka się Jezus z brakiem wiary nawet u tych, wśród których się wychował: krewnych i mieszkańców Nazaretu. W odpowiedzi na to Jezus powtarza przysłowie, które w tamtym czasie było znane nie tylko w Palestynie, ale również wśród Greków. Brak wiary mieszkańców powodował przeszkodę w możliwości uczynienia cudów.

Czy my czasem także nie jesteśmy pośród tych, którzy niedowierzali Jezusowi? Wobec takiej postawy Bóg nie może uczynić żadnego cudu.