Gdy przyszli do Kafarnaum, przystąpili do Piotra poborcy didrachmy z zapytaniem: "Wasz Nauczyciel nie płaci didrachmy?" Odpowiedział: "Tak". Gdy wszedł do domu, Jezus uprzedził go, mówiąc: "Szymonie, jak ci się zdaje: Od kogo królowie ziemscy pobierają daniny lub podatki? Od synów swoich czy od obcych?" Gdy Piotr powiedział: "Od obcych", Jezus mu rzekł: "A zatem synowie są wolni. Żebyśmy jednak nie dali im powodu do zgorszenia, idź nad jezioro i zarzuć wędkę. Weź pierwszą złowioną rybę, a gdy otworzysz jej pyszczek, znajdziesz statera. Weź go i daj im za Mnie i za siebie".

 

Dzisiejsza rozmowa Jezusa z Apostołami rozpoczyna się od bardzo mocnych słów "Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi, oni zabiją Go, ale trzeciego dnia zmartwychwstanie". Ta informacja bardzo zasmuciła ich. Ale dlaczego? Oczywiście męka i śmierć do najprzyjemniejszych spraw w życiu nie należą, ale przecież Jezus zapowiada zmartwychwstanie. To już jakby nie miało znaczenia...

Patrząc na nas wierzących, w niedziele, podczas Mszy Św., podczas świętowania zmartwychwstania Pana, najczęściej wygląda to tak właśnie, jakbyśmy zatrzymali się tylko na śmierci Pana. Na ogół jest bardzo spokojnie, sennie i smutno...

W tym roku w Wielkanoc słyszałem, jak kaznodzieja apelował do wiernych "no, uśmiechnijcie się". No, ale jeżeli ktoś zupełnie radości nie odczuwa, to co wtedy? Co zrobić, żeby niedzielna liturgia była dla nas rzeczywiście radosnym świętem zmartwychwstania Pana?