Kiedy Jezus zbliżył się do Jerycha, jakiś niewidomy siedział przy drodze i żebrał. Gdy usłyszał, że tłum przeciąga, dowiadywał się, co się dzieje. Powiedzieli mu, że Jezus z Nazaretu przechodzi. Wtedy zaczął wołać: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” Ci, co szli na przedzie, nastawali na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” Jezus przystanął i kazał przyprowadzić go do siebie. A gdy się zbliżył, zapytał go: „Co chcesz, abym ci uczynił?” Odpowiedział: „Panie, żebym przejrzał”. Jezus mu odrzekł: „Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła”. Natychmiast przejrzał i szedł za Nim, wielbiąc Boga. Także cały lud, który to widział, oddał chwałę Bogu.

 

Musiało być coś niezwykłego w tym wołaniu niewidomego, skoro Jezus je "wyłowił" spośród rozmaitych dźwięków przeciągającego tłumu. Z dużą pewnością był to jakiś rodzaj natarczywości podyktowany nadzieją, a może raczej pewnością, że oto przechodzi Ten, który jest w stanie mnie ocalić, uratować, odmienić moje życie tak bardzo naznaczone ślepotą!

Z pewnością ślepota fizyczna jest czymś niewyobrażalnie trudnym, ale na szczęście stosunkowo rzadkim. Dużo powszechniejszym zjawiskiem jest ślepota duchowa, która przysparza nie mniejszych cierpień tym, którzy w nią weszli. Tutaj także może zdarzyć się "przejrzenie". Tylko że wobec przejrzenia można zachować się dwojako: można jak bohater dzisiejszej perykopy pójść za Jezusem, ale można także się odwrócić i pójść w swoją stronę. Może się tak stać z wygody (wybór życia w ciemności grzechu) bądź ze strachu, czy raczej niewiary w to, że On mnie takiego jeszcze kocha. Niech patronka dnia dzisiejszego, bł. Karolina Kózkówna, dziewica i męczennica, wyprasza nam łaskę takich "przejrzeń", które będą nas prowadziły do jeszcze większej zażyłości z Nim. Amen.