Rządy w Egipcie objął nowy król, który nie znał Józefa. I rzekł do swego ludu: „Oto lud synów Izraela jest liczniejszy i potężniejszy od nas. Roztropnie przeciw niemu wystąpmy, ażeby się przestał rozmnażać. W wypadku bowiem wojny mógłby się połączyć z naszymi wrogami w walce przeciw nam, aby wyjść z tego kraju”. Ustanowiono nad nim przełożonych robót publicznych, aby go uciskali ciężkimi pracami. Budowano wówczas dla faraona miasta na składy: Pitom i Ramses. Ale im więcej go uciskano, tym bardziej się rozmnażał i rozrastał, co jeszcze potęgowało wstręt do synów Izraela. Egipcjanie nielitościwie zmuszali synów Izraela do ciężkich prac i uprzykrzali im życie przez uciążliwą pracę przy glinie i cegle oraz przez różne prace na polu. Do tych wszystkich prac przymuszano ich nielitościwie. Faraon wydał wtedy całemu narodowi rozkaz: „Wszystkich nowo narodzonych chłopców Hebrajczyków należy wyrzucić do rzeki, a dziewczynki pozostawić przy życiu”.

 

Ten tekst z Księgi Wyjścia budzi we mnie jakieś przerażenie... Otóż bardzo dobitnie pokazuje, że każda niewola rodzi przemoc i cierpienie. Przede wszystkim ta nasza, osobista, kiedy ze względu na „śmierć Józefa” kończy się nam jakaś ochrona z zewnątrz i przestajemy o sobie decydować. Wtedy bardzo trudno nam po prostu żyć, choć momentami wydaje nam się, że nad wszystkim panujemy. Nie popadajmy w niewolę... Cieszmy się wolnością, którą daje nam Pan!