Tetrarcha Herod był człowiekiem o niespokojnym sumieniu. Żył w ustawicznym niepokoju serca. Jego życie było ciągłym szukaniem sposobów, by czający się w nim strach przykryć, zdusić, raz na zawsze wyrzucić. Jednak to właśnie sumienie w ten sposób dawało mu znać o konieczności zmiany swojego życia. To ono było głosem Boga wołającego o zejście z drogi potępienia. Sytuacja Heroda była skomplikowana i wydawała się bez wyjścia. Jednak taką nie była. Herod wielokrotnie miał dawaną szansę na zawrócenie z tej drogi. Głos Jana Chrzciciela, którego przecież chętnie słuchał, był skierowany również do niego. To nie było jednorazowe wysłuchanie kazania. Herod słuchał Jana wiele razy. Gdy go uwięził, odbywał z nim długie rozmowy. Niestety, nie podjął tej szansy danej mu z Nieba. Zwyciężyła w nim jego pycha, pożądliwość ciała i serca, ale i lęk przed opinią otoczenia. On bardzo liczył się ze zdaniem tych, którzy coś znaczyli. Liczył się nie ze względu na szacunek do nich, bo takiego nie odczuwał, ale ze względu na swoją pozycję społeczną. Życie, jakie prowadził, było dość wygodne i nie chciał go utracić. Tak więc stale zwyciężało w nim „ciało”, a nie duch. Losy Heroda były nie do pozazdroszczenia. Ciągłe wyrzuty sumienia, lęki, koszmary nocne sprawiły, że jego życie pełne było udręczenia. To szatan pastwił się nad jego duszą. Dużo chorował, a przyczyn choroby należy upatrywać w grzechu, w którym uparcie tkwił. 

Zwracam dzisiaj uwagę na to, bowiem pragnę podkreślić ogromną wagę pokoju duszy płynącego z życia zgodnego z miłością. Otóż dusza ludzka stworzona została przez Boga. Powstała z Miłości. Należy rozumieć to w sposób dosłowny. Bóg uczynił duszę z Miłości. Źródłem naszego istnienia jest Miłość. Nasz byt zakorzeniony jest w Miłości. Tchnienie dała nam Miłość. Celem życia jest Miłość, której zaznawać będziemy w wieczności. Nasze życie zamieni się w wieczne miłowanie, zaznawanie miłości, stanie się po prostu miłością całkowitą, pełną. W związku z tym żyjąc na ziemi zaznajemy ciągłego niedosytu. Nasze dusze są niejako wyjęte z miłości, jak ryba wyjęta z wody. Zatem potrzebują stale zanurzania w miłości, by żyć. Bez miłości „duszą się”, wstępuje w nie lęk, niepokój, tak jak niepokoi się serce człowieka, gdy ten nie może oddychać. Naukowcy mówią, iż życie wzięło się z wody i bez niej nie może istnieć. Tak, jeśli chodzi o stronę wegetatywną. Jeśli chodzi o ducha, tym źródłem życia jest Miłość. I to nie jakaś miłość, ale Bóg, który jest Miłością Osobową. Człowiek nie jest jak roślina. Bóg w człowieku złożył swoje bogactwo miłości - duszę i ducha. Żeby prawdziwie mógł żyć, być szczęśliwym, potrzebuje pokarmu duszy, potrzebuje karmić ducha. Tym pokarmem jest Miłość.