Tak przyszli do Kafarnaum. Gdy był już w domu, zapytał ich: "O czym to rozprawialiście w drodze?" Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy. On usiadł, przywołał Dwunastu i rzekł do nich: "Jeśli ktoś chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich". Potem wziął dziecko, postawił je przed nimi i objąwszy je ramionami, rzekł do nich: "Kto jedno z tych dzieci przyjmuje w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał".

 

Jezus po uzdrowieniu epileptyka idzie dalej. Przechodząc przez Galileę nie chce, aby ktokolwiek o tym wiedział. Wydaje się, iż Jezus pragnie być w tym czasie tylko ze swoimi uczniami, którym zapowiada swoją Mękę i Zmartwychwstanie. Oni jednak, nie rozumiejąc Jego słów, zawzięcie dyskutują ze sobą o to, kto z nich jest większy. Jakże i my dziś przywiązujemy zbyt wielką wagę do ważności i wielkości własnego „ja”. Ale czy Bóg patrzy na nas podobnie? Otóż nie!

Dla Boga wielki jest ten, kto w każdej sytuacji życiowej potrafi uniżyć się i służyć innym ludziom. Jakim ludziom winniśmy służyć? Wszystkim, a w sposób szczególny tym, co są jak małe dzieci, prości, słabi, bezbronni i ubodzy. Służąc im, służymy samemu Bogu! Warto o tym pamiętać w perspektywie naszej wędrówki w kierunku Nieba.