Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o Światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz /posłanym/, aby zaświadczyć o Światłości. Była Światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było /Słowo/, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali - łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, /o Nim/ pouczył.

 

       Bóg się narodził! Nawet gdybyśmy się silili na nie wiem jakie słowa, pozostaną one marnym komentarzem tego, co dziś „ujrzały wszystkie krańce ziemi” (Ps 98, 3b). Oto bowiem: „Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami” (J 1,14).

      Tekst tzw. prologu ewangelii wg św. Jana przedstawia i wyjaśnia historię Wcielenia. Karol Herman Schelkle w książce „Teologia Nowego Testamentu. Bóg był w Chrystusie”, tak wyjaśnia jego znaczenie: „Prolog Ewangelii św. Jana uczy, że Chrystus w swej istocie był od wieków u Boga i był Bogiem, a ponieważ Bóg jest jeden, Logos był z natury Bogiem (J 1, 1). Wreszcie, Logos był pośrednikiem w stwarzaniu. On jest życiodajną siłą (1, 3 n.). On jest światłością ludzi. Tylko przezeń człowiek rozumie siebie i widzi swą drogę (1, 4). Pozostając tym, czym był - Logos objawił się w ciele jako prawdziwy człowiek wśród ludzi (1, 14), aż po owe: „Oto człowiek” (19, 5). Świat zamknął się przed światłem i Logosem (1, 9-11), ale swoi Go przyjęli. Wierzącym podarowano nową egzystencję dzieci Bożych (1, 12 n.). W Logosie, który stał się ciałem, mieszka obecność Boża wśród ludzi, tak jak niegdyś Bóg miał swój tron na Arce Przymierza (1, 14). Od Niego wierzący zawsze otrzymuje łaskę i prawdę (1, 16). Kościół wyznaje, że przez Słowo życia ma łączność z Ojcem (1 J 1, 1-3)” (K. H. Schelkle, „Teologia Nowego Testamentu. Bóg był w Chrystusie”, wyd. WAM, Kraków 1984, str. 188).

    „Była Światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi”. Jezus przynosi światło, aby nie kroczyć w ciemności ludzkiego egoizmu i samouwielbienia. W świetle Jezusa lepiej rozumieć siebie, drugiego człowieka, lepiej rozumieć samego Boga. Bez tego światła człowiek ginie. Sam dla siebie nie może stać się drogowskazem.  

        „A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas…”. Dzisiaj w szczególny sposób obwieszczają to aniołowie, potwierdzają pasterze u żłóbka, pewnie i my sami, kiedy liczniej niż w niedzielę przychodzimy do kościoła (pojawiają się bowiem w świątyniach chrześcijanie- jeżeli można ich tak jeszcze nazwać, „od święta”), aby ujrzeć to, co inni zobaczyli. Może wiedziony zwyczajem lub po prostu „tak trzeba” idziemy, aby pochylić się nad kołyską i zobaczyć Dziecię. Może jest to obraz bardzo infantylny – sentymentalna kolęda: „Lulajże Jezuniu…”, wspomnienia z lat dzieciństwa, w którym wystarczyło słowo rodzica: „Bóg się narodził”, i wszystko było takie proste i oczywiste.

       Pewnie niejednokrotnie chcielibyśmy Jezusa jako takiego słodkiego bobasa, który o nic nie pyta, niczego od nas nie wymaga. Tylko uśmiecha się do nas i od czasu do czasu pomacha rączką.  Jednak dzisiaj tak łatwo już nie jest. Bóg podrósł i niesie konkretną misją – walcz o swoje zbawienie! Już nie ma sianka, sentymentalnych kolęd, ale jest codzienność, z którą muszę się zmierzyć.

     Nie możemy także zapominać, że Wcielenie Jezusa jest wywyższeniem ludzkiej natury. To przecież sam Bóg przybrał ludzkie ciało, aby stać się jak człowiek. Aby płakać jak dziecko i cieszyć się jak dziecko. Aby doznawać radości i trudu, cierpienia.

      Św. Jan Paweł II w pierwszym wygłoszonym przez siebie orędziu jako papież, na Uroczystość Bożego Narodzenia w 1978 r. powiedział: „Narodzenie Słowa Wcielonego jest początkiem nowej mocy samego człowieczeństwa; mocy otwartej dla każdego człowieka, według słów św. Jana: „Dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi” (J 1, 12). W imię tej niepowtarzalnej wartości każdego człowieka i w imię tej mocy, którą przynosi każdemu człowiekowi Syn Boży, stając się człowiekiem, zwracam się w tym orędziu nade wszystko do człowieka, do każdego człowieka, gdziekolwiek by pracował, tworzył, cierpiał, walczył, grzeszył, kochał, nienawidził, wątpił, gdziekolwiek i jakby żył i umierał; zwracam się do niego dzisiaj z całą prawdą narodzenia Boga, z Jego orędziem. Człowiek żyje, pracuje, tworzy, cierpi, walczy, kocha, nienawidzi, wątpi, upada i podnosi się we wspólnocie z innymi”.

     Świętując Boże Narodzenie nie zapominamy o tym, że za każdym razem, kiedy uczestniczymy w Eucharystii i stoimy przy ołtarzu, powtarza się to samo misterium z betlejemskiej groty. Bóg na ołtarzu „rodzi się” i umiera, za mnie i za Ciebie!

     I na koniec: Boże Narodzenie pozostaje ciągle tajemnicą. Dlatego pochylaj się nad Bożą Dzieciną i często powtarzaj: Jezu przymnóż mi wiary, nadziei i miłości.