Hiob powiedział: «Zlitujcie się, przyjaciele moi, zlitujcie, bo ręka Boga mnie dotknęła. Czemu, jak Bóg, mnie ścigacie? Nie syci was wygląd ciała? Oby me słowa zostały spisane, oby w księdze utrwalone! Żelaznym rylcem i ołowiem na skale wyryte na wieki! Lecz ja wiem: Wybawca mój żyje i jako ostatni stanie na ziemi. Potem me szczątki skórą przyodzieje, i ciałem swym Boga zobaczę. To właśnie ja Go zobaczę, moje oczy ujrzą, nie kto inny; moje nerki już mdleją z tęsknoty».

 

Hiob, który cierpi, wyczuwa obecność Boga i jest za to wdzięczny. Jednocześnie pragnie miłości przyjaciół, przed którymi będzie mógł otworzyć serce. Gdy nachodzą nas złe myśli, szukamy kogoś, kto nas wysłucha i okaże współczucie. Chcemy po prostu czyjejś obecności i zrozumienia. „Dobrze, że jesteś” – szepczemy czasem Bogu i naszym najbliższym do ucha i nie czekamy na odpowiedź, bo sama obecność drugiego jest naszym światłem.