Obchodzono w Jerozolimie uroczystość Poświęcenia Świątyni. Było to w zimie. Jezus przechadzał się w świątyni, w portyku Salomona. Otoczyli Go Żydzi i mówili do Niego: «Dokąd będziesz nas trzymał w niepewności? Jeśli Ty jesteś Mesjaszem, powiedz nam otwarcie!». Rzekł do nich Jezus: «Powiedziałem wam, a nie wierzycie. Czyny, których dokonuję w imię mojego Ojca, świadczą o Mnie. Ale wy nie wierzycie, bo nie jesteście z moich owiec. Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną, a Ja daję im życie wieczne. Nie zginą na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy».

 

Nie zginą one na wieki, nikt nie wyrwie ich z mojej ręki.

To jedna z ważniejszych i piękniejszych obietnic Boga złożona człowiekowi. Jezus, oddając na krzyżu swoje życie, ofiarował je za nas, abyśmy mogli żyć na wieki w pełni szczęścia, radości, oglądając już bez przeszkód Boże oblicze tam, gdzie nie będzie już ani smutku, ani cierpienia. Ta obietnica jest gwarantowana przez Syna Bożego. Przypieczętował ją swoją Krwią. 

Ale z drugiej strony wzbudza niepokój tragiczna prawda o piekle, prawda o potępieniu, o wiecznym cierpieniu bez Boga. Jak to się ma do obietnicy Jezusa?

To wyzwanie dla ludzkiej wolności, dla wolnej woli człowieka. To wyzwanie do postawy dziecięcej ufności i zawierzenia Bogu. Dopóki rozważamy i wpatrujemy się w Bożą miłość odkrytą w przebitym Sercu Jezusa, dopóki chcemy żyć w łasce, by pełnić wolę Bożą, dopóty nikt ani nic nie wyrwie nas z Bożej ręki. Jedynie my sami możemy odejść od Boga i od Jego miłości. Tylko gdzie? Do kogo?