Anioł Pański ukazał mi rzekę wody życia, lśniącą jak kryształ, wypływającą z tronu Boga i Baranka. Pomiędzy rynkiem Miasta a rzeką, po obu brzegach, drzewo życia rodzące dwanaście owoców – wydające swój owoc każdego miesiąca – a liście drzewa służą do leczenia narodów. Nic godnego klątwy już nie będzie. I będzie w nim tron Boga i Baranka, a słudzy Jego będą Mu cześć oddawali. I będą oglądać Jego oblicze, a imię Jego – na ich czołach. I już nocy nie będzie. A nie potrzeba im światła lampy ani światła słońca, bo Pan Bóg będzie świecił nad nimi i będą królować na wieki wieków. I rzekł do mnie: «Te słowa wiarygodne są i prawdziwe, a Pan, Bóg duchów proroków, wysłał swego anioła, by sługom swoim ukazać, co stać się musi niebawem. A oto niebawem przyjdę. Błogosławiony, kto strzeże słów proroctwa tej księgi».

 

„A ponieważ mroku tam już nie będzie, nie będą potrzebować światła lampy lub słońca, gdyż PAN, ich Bóg, będzie tam wyłączną światłością, ich Królestwo nigdy się nie skończy” (Ap 22,6 wg NPD).

Obietnica życia bez czyhającego mroku pokusy i grzechu (bo przecież diabeł nie ma już dostępu do Drzewa Życia i sytuacja z raju się nie powtórzy!) i konieczności szukania jakiejkolwiek ludzkiej pomocy w rozumieniu Słowa Boga (bo myślenie jest wreszcie ukształtowane na wzór umysłu Chrystusowego – dosł. „mają Jego imię na swoich czołach” – w. 4) – to rzeczywistość, za którą tęsknię i której pragnę… 

I mam głęboką nadzieję, że to nie jest jedynie wizja dalekiej przyszłości, ale mobilizacja całego Kościoła do odważnego wejścia w adwent – czas oczekiwania nie „z założonymi rękami”, ale szeroko otwartymi oczami, by brać pełnymi garściami łaskę i świadczyć o niezwyciężonej Miłości, której wierność jest pewniejsza od kolejnego poranka.

Tej nadziei w ostatni dzień roku liturgicznego życzę i błogosławię na dobry adwent tak mocno, jak tylko potrafię +