Jezus powiedział do swoich uczniów: «Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, podczas gdy belka tkwi w twoim oku? Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata».

 

Obłuda to chyba ta postawa, która najbardziej denerwowała Jezusa w ludziach. Chowanie się pod pozorami, udowadnianie wszystkim dookoła i sobie samemu, że jestem lepszy, że bardziej, że pełniej…, byleby tylko nie pokazać… prawdy. Tego niestety bardzo często uczy nas świat, nasz dom i środowisko, w którym żyjemy. Prawda objawia całość, a ona zakłada, że nie jesteśmy tylko biali albo tylko czarni. Prawda zakłada widzenie i przyjmowanie siebie oraz tych i tego, co mnie otacza w całości. Niestety boimy się prawdy, bo boimy się odrzucenia, nieprzyjęcia, braku miłości. I to znowu funduje nam świat. Dlatego ukrywamy się pod różnymi fasadami, także pod obłudą, która wcale nie musi przynieść nam upragnionego spokoju, a na pewno może skrzywdzić drugiego człowieka. Jakże często jest tak, że słysząc o pewnych zachowaniach od razu widzimy konkretne osoby, ale siebie bardzo rzadko.

W dzisiejszym Słowie Jezus zapewnia nas, że Jego wolą jest nasze stawanie w prawdzie, choćby bolało… To jedyna droga do odkrywania, kim jestem i kim są ci obok mnie. Do odkrycia, że wszyscy mamy Jednego Ojca, który zna wszystkie swoje dzieci, który wszystkie kocha tak, jak tego potrzebują, dlatego nie ma sensu udowadniać sobie i innym, kim to my nie jesteśmy.

Niech pewność miłości Ojca uwolni nas od wszelkich osądów i pomoże żyć w prawdzie.