Jezus powiedział: «Biada wam, faryzeuszom, bo dajecie dziesięcinę z mięty i ruty, i z wszelkiej jarzyny, a pomijacie sprawiedliwość i miłość Bożą. Tymczasem to należało czynić, i tamtego nie pomijać. Biada wam, faryzeuszom, bo lubicie pierwsze miejsce w synagogach i pozdrowienia na rynku. Biada wam, bo jesteście jak groby niewidoczne, po których ludzie bezwiednie przechodzą». Wtedy odezwał się do Niego jeden z uczonych w Prawie: «Nauczycielu, słowami tymi także nam ubliżasz». On odparł: «I wam, uczonym w Prawie, biada! Bo nakładacie na ludzi ciężary nie do uniesienia, a sami nawet jednym palcem ciężarów tych nie dotykacie».

 

Faryzeusze, którzy żyli w czasach Jezusa, stali się symbolem ludzi zakłamanych i fałszywych. I choć byli jak na ówczesne czasy osobami wykształconymi, to wiedza intelektualna nie przekładała się w żaden sposób na ich styl życia. Syn Boży, kiedy tylko miał okazję, to starał się zdemaskować ich dwulicowość.

Ewangelia, którą dziś czytamy, ma być dla nas punktem wyjścia dla naszego osobistego rachunku sumienia. Jeśli nie będziemy starali się weryfikować co jakiś czas naszego życia, to bardzo szybko zyskamy miano współczesnych „faryzeuszy”. A jak możemy to czynić? Po pierwsze poprzez pryzmat Pisma Świętego. Czytam Boże Słowo i wsłuchuję się w to, co przez nie mówi do mnie Bóg. Po drugie w świetle relacji z innymi ludźmi. Jaki jestem w relacji do innych? Czy nie ma we mnie zbyt wiele egocentryzmu? Jezus nie chce, abyśmy nakładali na innych ciężary, których sami nie jesteśmy w stanie udźwignąć. Kierujmy się raczej prawem miłości, a nie nadmiernego legalizmu. Bądźmy wyrozumiali i szczerzy, a to uchroni nas przed przydomkiem „faryzeusza”.