Jezus, przebywając w jakimś miejscu, modlił się, a kiedy skończył, rzekł jeden z uczniów do Niego: «Panie, naucz nas modlić się, tak jak i Jan nauczył swoich uczniów». A On rzekł do nich: «Kiedy będziecie się modlić, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo! Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto przeciw nam zawini; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie».

 

Jezus uczy nas modlitwy, w której nazywamy Boga naszym Ojcem. Tym samym zaprasza nas do wejścia w relację synowsko-ojcowską, w której na pierwszy plan wysuwa się miłość. To ona uzdalnia nas do przebaczania win, które nas zraniły i sprawiły nam ból. Pokusą, od której prosimy, aby Bóg nas uchronił, jest chęć zemsty i odpłaty „oko za oko”. Zemsta bowiem, choć na początku wydaje się, że przynosi nam ulgę w cierpieniu, w rzeczywistości sprawia, że jedno cierpienie przynosi kolejne i bardzo szybko wpadamy w spiralę zła, chęci odwetu i zadawania ran. Modlitwa Ojcze Nasz stanowi fundament każdej innej modlitwy. Ona też jako jedyna pozostała więzią łączącą chrześcijan, którzy na przestrzeni wieków podzielili się, tworząc tak różne Kościoły i wspólnoty. Odmawiając Ojcze Nasz, możemy przywrócić w sobie więź z Bogiem i tym samym stać się zdolnymi do budowania więzi pomiędzy sobą.