Tak mówi Pan: «W tym dniu podniosę szałas Dawidowy, który upada, zamuruję jego szczeliny, ruiny jego podźwignę i jak za dawnych dni go zbuduję, by posiedli resztę Edomu i wszystkie narody, nad którymi wzywano mojego imienia – mówi Pan, który to uczyni. Oto nadejdą dni – mówi Pan – gdy będzie postępował żniwiarz zaraz za oraczem, a depczący winogrona za siejącym ziarno; z gór moszcz spływać będzie kroplami, a wszystkie pagórki będą w niego opływać. Uwolnię z niewoli lud mój izraelski – odbudują miasta zburzone i będą w nich mieszkać; zasadzą winnice i pić będą wino; założą ogrody i będą jedli z nich owoce. Zasadzę ich na ich ziemi, a nigdy nie będą wyrwani z ziemi, którą im dałem – mówi Pan, twój Bóg».

 

W minionych dniach Bóg żalił się mocno na niewierność swoich wybranych i wydawało się, że kipi gniewem, którego nie da się powstrzymać. Katastroficzne wizje i zapowiedzi zmierzenia się z surowymi konsekwencjami popełnianego bez opamiętania zła przez „lud Boga” mogły przerazić nawet odporne i niedowierzające serca (szczególnie że krzywa wzrostu nieszczęść i porażek bynajmniej nie zwiastowała jakiejkolwiek poprawy sytuacji).

Tymczasem nagle w ostatnich pięciu wersetach księgi prorok Amos z natchnienia Ducha Bożego (i w pewnym osobistym zdziwieniu) opisuje interwencję Boga troskliwego, czułego i zdecydowanego błogosławić tym, którzy teraz jeszcze są synami wyrodnymi.

Głęboki oddech ulgi, który wyrwał się z niejednej piersi po usłyszeniu słów pełnych nadziei, jest mi doskonale znany – często go słyszę w trakcie spowiedzi (z obu stron kratek konfesjonału). A ponieważ Bóg nigdy nie rzuca słów na wiatr, również dziś ucieszę się niczym niezasłużonym miłosierdziem ponad miarę przygotowanym przez Ojca, który jest w niebie. Ufam, że dzisiaj i Ty odetchniesz z niekłamaną ulgą za doświadczenie na własnej skórze wierności Boga.