Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: „Według wiary waszej niech się wam stanie”. I otworzyły się ich oczy, a Jezus surowo im przykazał: „Uważajcie, niech się nikt o tym nie dowie”. Oni jednak, skoro tylko wyszli, roznieśli wieść o Nim po całej tamtejszej okolicy.

 

Szli za Nim już od dłuższego czasu, szli i słuchali, co się dzieje, co On mówi, co inni rozpowiadają o Nim. Zapewne słyszeli, jak wielokrotnie mówił, idź, twoja wiara cię uzdrowiła, przebaczam ci wszystkie grzechy, kto jest bez grzechu, niech rzuci kamień, Ja ciebie nie potępiam. Słowo Chrystusa pracowało w Nich. Słowo, które było przekazywane z ust do ust. Nie było jeszcze Takiego Proroka!

To właśnie Boże słowo oczyszczało i przygotowywało ich do wyznania wiary. Wcześniej nie byli jeszcze gotowi. Ale nadeszła chwila, ten moment przyznania się do Jezusa: Ulituj się nad nami, Synu Dawida! Ulituj się, my wierzymy, że ty Panie możesz to uczynić. I otworzyły się im oczy, ale oni już w sercu wiedzieli, że to Jest Bóg!!! Jak to się stało? Po prostu niewidomi dali Bogu szansę. Pozwolili Mu, by działał w ich sercach, rozumie, zmysłach, pozwolili, by On dotknął Słowem ich wnętrza. Słowo uwolniło ich on wewnętrznej ślepoty, a dotyk Chrystusa odsłonił oczy. Panie, może i ja widzę Ciebie, ale uzdrów mój wzrok wewnętrzny Swoim słowem.