Jezus powiedział do swoich apostołów: «Nie bójcie się ludzi! Nie ma bowiem nic skrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie w świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach. Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież bez woli Ojca waszego żaden z nich nie spadnie na ziemię. U was zaś policzone są nawet wszystkie włosy na głowie. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli. Do każdego więc, kto się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie».

 

Czego najbardziej się boimy? Może śmierci, choroby, głodowej emerytury…? „Nie bójcie się” – to słowo nadziei i otuchy, które kieruje Jezus do swoich słuchaczy. Nie należy obawiać się ludzi, nawet gdyby przez nich przychodziło cierpienie czy nawet męczeństwo. Jezus podkreśla, że należy bać się jedynie Boga. Dlaczego mamy się bać Boga, skoro On jest miłością? Bać się Boga oznacza w tym kontekście okazywać absolutny szacunek, podziw i bojaźń wobec Boga Wszechmogącego, który jest Stwórcą wszystkiego. 

Bojaźń Boża nie jest tym samym, co strach i obawa przed tyranem czy dyktatorem. Polega ona na tym, że lękamy się w życiu tylko jednego – nieliczenia się z Bogiem, z Jego miłością i Jego wolą. Gdy zaczynamy pertraktować z siłami zła, grzechami, nałogami, pokusami, gdy układamy się z nimi, dogadujemy, negocjujemy - tego trzeba się bać.

W nas ma żyć lęk przed utratą królestwa Bożego. Tylko nasza dusza warta jest wszelkich starań. Ten zdrowy lęk ma nas mobilizować do walki z grzechem, słabościami, przyzywając pomocy imienia Bożego. Jeżeli bowiem będziemy przyznawać się do Boga, to i On po naszej ziemskiej pielgrzymce przyzna się do nas.