Faryzeusze zaczęli rozprawiać z Jezusem, a chcąc wystawić Go na próbę, domagali się od Niego znaku. On zaś westchnął w głębi duszy i rzekł: "Czemu to plemię domaga się znaku? Zaprawdę, powiadam wam: żaden znak nie będzie dany temu plemieniu". A zostawiwszy ich, wsiadł z powrotem do łodzi i odpłynął na drugą stronę.

 

Zastanawiam się, jak często Jezus tak wzdycha nade mną... Przypuszczam, że często... Zapewne zastanawia się, jak to możliwe, że wciąż, że jeszcze nie rozumiem i nie pojmuję Bożego zamysłu i wynikającego z niego działania. Tym bardziej, że dał wiele wyraźnych znaków bym pojęła, bym przestała się bać i szarpać z codziennością. Pociesza mnie jednak w tym wszystkim fakt, że pomimo tego, Jezus nadal będzie patrzył na mnie z miłością. Będzie tak, dopóki ja ze szczerą intencją będę próbowała, dopóki będzie we mnie autentyczne pragnienie poznania i bycia przy Bogu. Dla Niego bowiem najważniejsza jest intencja...