Miejcie się na baczności przed ludźmi! Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was prowadzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić, gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was. Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony. Gdy was prześladować będą w tym mieście, uciekajcie do innego. Zaprawdę, powiadam wam: Nie zdążycie obejść miast Izraela, nim przyjdzie Syn Człowieczy".

 

Jezus, posyłając swoich uczniów, jest wobec nich bardzo uczciwy. Szczerze mówi o zagrożeniach i braku akceptacji ze strony słuchaczy. Nawet sugeruje konkretną formę ucieczki. W drogę ruszają ludzie, w których żyłach płynie krew, a nie woda. Mają oczywiście osobiste doświadczenie spotkania z Jezusem, jak i Jego obietnicę, dotyczącą spełnianej przez nich posługi i głoszonego słowa. Jednakże czy nie było w nich lęku, strachu lub niepewności? Myślę, że tak po ludzku, po prostu się bali.

Gdy my, dziś żyjący, na mocy sakramentu bierzmowania, jesteśmy posłani do dawania świadectwa wiary, to pewnie podobnie czujemy swoją osobistą małość i słabość. Na pewno nie jest dziś łatwo opowiedzieć swoim codziennym życiem o mojej osobistej więzi z Jezusem. Jednakże nawet wówczas, gdy odejdę od kogoś wyśmiany, to jednak nikt nie zabierze mi tego co łączy mnie z Chrystusem. Co więcej, paradoksalnie to, co po ludzku w ewangelizacji stało się moją porażką, może umocnić moje trwanie przy Jezusie.

Kilka lat temu prowadziłem rekolekcje w gimnazjum. Po przedstawieniu planu i tematyki rekolekcji katecheci i nauczyciele powiedzieli: te rekolekcje to będzie porażka. Z takim nastawieniem wyszedłem na pierwsze nauczanie. Przygnębienie i wołanie w sercu – Jezu działaj. Trzeciego dnia były kolejki do konfesjonałów i rozmodlona młodzież. Zakładana porażka przemieniła się w wielkie zwycięstwo Jezusa w naszych sercach. Dlatego warto bardziej słuchać Boga niż ludzi.