Otóż było siedmiu braci. Pierwszy pojął żonę, a umierając, nie zostawił potomstwa. Drugi ją pojął za żonę i też zmarł bez potomstwa; tak samo trzeci. I siedmiu ich nie zostawiło potomstwa. W końcu po wszystkich umarła także kobieta. Przy zmartwychwstaniu więc, gdy powstaną, którego z nich będzie żoną? Bo siedmiu miało ją za żonę". Jezus im rzekł: "Czyż nie dlatego jesteście w błędzie, że nie rozumiecie Pisma ani mocy Bożej? Gdy bowiem powstaną z martwych, nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, ale będą jak aniołowie w niebie. Co się zaś tyczy umarłych, że zmartwychwstaną, to czy nie czytaliście w księdze Mojżesza, tam gdzie mowa o krzewie, jak Bóg powiedział do niego: „Ja jestem Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba”? Nie jest On Bogiem umarłych, lecz żywych. Jesteście w wielkim błędzie".

 

O tym co czeka nas po śmierci, nie da się myśleć w ludzkich kategoriach. W niebie nie będzie ani złotych komnat, ani suto zastawionych stołów, ani nawet tego, co dla nas na ziemi jest źródłem radości i szczęścia. Podobnie też i w piekle. Nie będzie tam kotłów z rozżarzoną smołą i uganiających się wokół nich diabłów z rogami i kudłatymi ogonami. W myśleniu o rzeczach ostatecznych, nie chodzi o to, aby porównywać je z życiem jakie znamy z doświadczenia ziemskiego. To też pragnie dziś wyjaśnić swoim rozmówcom Jezus. Myśląc o życiu po śmierci zabiegajmy o zbawienie, opierając nasze życie na wierze w Syna Bożego, który odkupił nas na krzyżu i trzeciego dnia zmartwychwstał. Jest to wiara, która powinna przeradzać się w uczynki. Wierząc w Boże miłosierdzie, sami stajemy się bardziej miłosierni. Patrząc na Jezusa, który stał się sługą sług i zdolny był umywać nogi swoim uczniom, sami zaczynamy obmywać nogi naszym bliźnim. Jedynym pewnikiem, dotyczącym naszej przyszłości w wieczności jest ten, że czyniąc dobro na ziemi, otwieramy sobie bramy do nieba.