To mówi Pan:
”Na dom Dawida i na mieszkańców Jeruzalem wyleję Ducha pobożności. Będą patrzeć na tego, którego przebili, i boleć będą nad nim, jak się boleje nad jedynakiem, i płakać będą nad nim, jak się płacze nad pierworodnym.
W owym dniu będzie wielki płacz w Jeruzalem, podobny do płaczu w Hadad-Rimmon na równinie Megiddo”.

 

Pewnie nie raz mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której zadawaliśmy sobie pytanie, jak to możliwe, że mimo doświadczenia niesamowitej tragedii (przez nas samych czy też naszych bliskich), możliwe jest jakieś funkcjonowanie, życie, powrót do codzienności. A odpowiedź jest taka prosta: sprawia to Bóg, posyłając swojego Ducha. On nas chroni od zbytniego ulegania emocjom, od zacietrzewienia, od obrazy na wiele lat, od zasklepienia w sercu bólu, który byłby pielęgnowany niekiedy aż do własnego kresu. Duch Pana ożywia to, co stało się chore, gdy staliśmy bezradni wobec bezsensu śmierci, bólu czy zdrady.