Jezus powiedział do faryzeuszów: Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza; najemnik ucieka dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz.

 

Jezus porównuje siebie do pasterza, a nawet więcej – do dobrego pasterza. Ten wzorcowy pasterz zna swoje owce, oddaje za nie życie, a nawet chce przyłączyć do własnej owczarni owce, które jeszcze go nie znają.

Kiedy czytam dzisiejszą Ewangelię, to zawsze wielkim wyzwanie dla mnie są słowa o tym, że owce znają pasterza (dlatego za nim idą). I zadaję sobie pytanie, czy robię wszystko, co możliwe, aby dobrze poznać właściwego, dobrego, prawdziwego Pasterza. Czy przypadkiem nie chodzę za tymi, którzy nie chcą mojego szczęścia?