O Panie, Boże mój, wielki i straszliwy, który dochowujesz wiernie przymierza tym, co Ciebie kochają i przestrzegają Twoich przykazań. Zgrzeszyliśmy, zbłądziliśmy, popełniliśmy nieprawość i zbuntowaliśmy się, odstąpiliśmy od Twoich przykazań. Nie byliśmy posłuszni Twoim sługom, prorokom, którzy przemawiali w Twoim imieniu do naszych królów, do naszych przywódców, do naszych przodków i do całej ludności kraju. U Ciebie, Panie, sprawiedliwość, a u nas wstyd na twarzach, jak to jest dziś u nas – mieszkańców Judy i Jerozolimy, i całego Izraela, u bliskich i dalekich, we wszystkich krajach, dokąd ich wypędziłeś z powodu niewierności, jaką Ci okazali. Panie! Wstyd na naszych twarzach, naszych królów, naszych przywódców i naszych ojców, bo zgrzeszyliśmy przeciw Tobie. Ale Pan, Bóg nasz, jest miłosierny i okazuje łaskawość, mimo że zbuntowaliśmy się przeciw Niemu i nie słuchaliśmy głosu Pana, Boga naszego, by postępować według wskazań, które nam dał przez swoje sługi, proroków.

 

Wstyd na naszych twarzach (…), bo zgrzeszyliśmy przeciw Tobie. Ale Pan Bóg nasz jest miłosierny…

Czy Bóg kocha tylko tych, którzy odpowiadają na tę miłość?

A czy można kogoś naprawdę kochać bez wzajemności?

Do jakiegoś czasu tak, nawet do końca życia, ale jak druga strona wiecznie odrzuca, nie przyjmuje, gardzi, to w końcu odrzuca na zawsze.

Bóg jest bezsilny wobec wiecznie zatwardziałego ludzkiego serca. Będzie walczył o człowieka do śmierci, czekając na opamiętanie, nawrócenie, przemianę myślenia i nastawienia. Dopóki człowiek nie przyjmie Boga, nie uzna grzechu, nie odkryje, że idzie w złym kierunku, to nie zrodzi się wstyd i refleksja: jak mogłem nie widzieć Boga, Jego miłości, Jego opieki i miłosierdzia – takiej miłości, która daje szansę, dopóki tu jesteśmy.

Bóg nie kocha tylko ludzi idealnych. Bóg kocha ludzi, którzy szukają prawdy o sobie, o Nim, a nie żyją w ciasnym świecie swoich ograniczonych racji. Miłosierdzie to ciągła szansa, by się z nich wydostać. Warunkiem jest odkrycie, że się w nich żyje. Resztę zrobi Bóg.