Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami. Na ich widok rzekł do nich: Idźcie, pokażcie się kapłanom. A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec. Do niego zaś rzekł: Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła.

 

Paradoks: choroba usuwa podziały społeczne. Przebywać bowiem z Samarytanami to dla Żydów było czymś co najmniej niestosownym. A tu widzimy, że na pograniczu Samarii i Galilei przedstawicieli dwóch nieznoszących się nawzajem grup społecznych połączyło jedno cierpienie. Następny paradoks: wobec daru łaski wraca podział... Tylko Samarytanin wraca z wdzięcznością za cud oczyszczenia z choroby. Domyślać się można, że tych dziewięciu pozostałych było Żydami. Dlaczego nie przyszli podziękować? Powiesz mi: przecież poszli do kapłanów złożyć stosowną ofiarę za wyzdrowienie z trądu, jak im zresztą polecił Jezus. Jezus mimo to oczekiwał, że w tym, który ich uzdrowił, rozpoznają Syna Bożego, źródło łaski.

Jak ja zachowuję się wobec darowanej mi łaski Bożej?